
Fotografia z “sercem”. Czy przyszłość branży stoi pod znakiem zapytania? [WYWIAD]
Fotografia to coś więcej niż tylko naciśnięcie spustu migawki. Czy jest dla każdego? Czy może być pełnoprawną pracą, czy raczej sezonowym biznesem? W rozmowie z Joanną Musiał-Janicką, artystką i fotografem lifestylowym, zagłębiamy się w świat uchwytywania ulotnych chwil, poszukiwania “serca” w obrazie, a także wyzwań związanych z prowadzeniem działalności w Polsce.

Nasza rozmówczyni, która łączy sukces biznesowy z artystyczną duszą, opowiada o tym, dlaczego cierpliwość i uważność są kluczowe i dlaczego żadna ilość sztucznej inteligencji nie zastąpi realizmu w fotografii. Dowiedz się, co sprawiło, że jej zdjęcie “Nadzieja – Nowa Droga” odmieniło jej karierę.
Kto tak naprawdę jest fotografem?
EK: Zacznijmy od tego, czy fotografia jest dla każdego? A nawet, kto to nie powinien się łapać za aparat?
Joanna Musiał-Janicka: W dzisiejszych czasach wszyscy robią zdjęcia, ale nie każdy jest fotografem. Fotografia na pewno nie jest dla osób, które są niecierpliwe, które żyją w pośpiechu i nie umieją się zatrzymać.
Fotografia, to jest właśnie zatrzymanie chwili, nawet króciutkie. Podobnie jak inne dziedziny sztuki, fotografia nie będzie więc odpowiadać każdemu. Dobry fotograf musi umieć znaleźć ten wyjątkowy moment warty uchwycenia.
Samo serce podpowie nam, czy jest to akurat ta dziedzina, którą chcemy się zajmować lub czy może lepiej obrać inną ścieżkę. Na pewno zdecydowanie zachęcam, zawsze warto spróbować.
EK: Odnosząc się do tego serca. Jakie jest jedno zdjęcie, bez którego nie mogłaby Pani żyć? Takie z którego jest Pani najbardziej dumna i zawsze wywołuje radość – to zdjęcie z “sercem”.
Joanna Musiał-Janicka: Oczywiście takich zdjęć mam wiele, ale gdyby miał zdecydować impuls, to byłaby to fotografia o tytule “Nadzieja – Nowa Droga”. To jest zdjęcie, które zainspirowało mnie do dalszego rozwoju w kierunku fotografii artystycznej.
To przy nim poczułam to tak zwane “flow” i zrozumiałam, że chciałabym podzielić się tą częścią swojej twórczości ze światem.

Nim to zdjęcie zostało upublicznione, takich zdjęć artystycznych – fotografii natury – robiłam bardzo dużo. Natomiast przy tym zdjęciu poczułam “to coś”, co mi powiedziało, że chciałabym faktycznie się w tym kierunku rozwijać.
Zdjęcie to mocno wpływa na moją psychikę. Moją intencją jest podzielenie się tym doświadczeniem z obserwatorami. Chcę im umożliwić odczuwanie tych samych uczuć, które odczuwam ja.
Dzięki tej fotografii zaczęłam mieć ochotę dzielić się swoją sztuką z innymi.
EK: Czy przedstawiłaby mi Pani swoją interpretację tego zdjęcia?
Joanna Musiał-Janicka: To zdjęcie ma przedstawiać rzecz oczywistą, ale sfotografowaną w nieoczywisty sposób. Gdyby nie ta fotografia, zapewne nikt nie zauważyłby tego elementu natury.
Każdy raczej przeszedłby obok takiej drobnostki ukrytej pośród krzaków, a dzięki fotografii uzyskała ono „światło dzienne” i może pozytywnie wpłynąć na życie moje lub obserwatorów.
Za każdym razem, kiedy na nią patrzę, przypominają się uczucia, które towarzyszyły mi podczas jej robienia. Głęboko się wzruszam, gdy ją widzę. Zdjęcie powstało jakby “przypadkiem”- dziś już wiem, że to była intuicja i “to coś”. Dla mnie fotografia jest symbolem nowej drogi, nowego początku, tego że zawsze warto próbować i mieć nadzieję.
Fotografia się opłaca? Jak zacząć swoją historię z aparatem?
EK: Czy fotografia jako biznes się opłaca? Z perspektywy mijających lat, czy były momenty lepsze lub gorsze? Czy jest pełnoprawną pracą, czy raczej dodatkową działalnością freelancerską?
Joanna Musiał-Janicka: Fotografia się opłaca, ale trzeba liczyć się z tym, że jest dobrem luksusowym w znaczeniu ekonomicznym. Jest to dziedzina bardzo wrażliwa na wszelkiego rodzaju zawahania rynku. Takie jak wojna, pandemia lub niedawna powódź – sama jestem mieszkanką rejonu, który był powodzią dotknięty – może to znacząco wpłynąć na sprzedaż.
Należy również uwzględnić sezonowość. Występują miesiące gorsze i lepsze dla fotografów. Na przykład grudzień lub okres wakacyjny – wówczas popularnością cieszą się sesje plenerowe i sesje rodzinne – wtedy zleceń jest po prostu więcej. Trzeba pamiętać o tym, że mogą się zdarzyć też miesiące gorsze, na takie należy się finansowo przygotować.
Dla mnie jest to jedyne źródło utrzymania, zdecydowanie nie stanowi działalności dodatkowej. Trzeba po prostu pamiętać o sezonowości oraz obserwować sytuację na rynku.
EK: Jak zaczęła się Pani historia z fotografią? Wiem, że oprócz fotografii artystycznej zajmuje się Pani również fotografią rodzinną. Od której z nich rozpoczęła się Pani historia z działalnością fotograficzną i jak przebiegała?
Joanna Musiał-Janicka: Fotografia w moim życiu jest tak naprawdę od zawsze. Nie pamiętam takiego czasu, w którym aparat mi nie towarzyszył. Sama działalność zaczęła się mało oryginalnie – jak w przypadku większości fotografek – po prostu macierzyństwem.
Podczas urlopu macierzyńskiego fotografowałam jeszcze więcej. Fotografia nabrała również innego znaczenia w moim życiu, gdy na świecie pojawił się mój syn. Wówczas uznałam, że to idealny moment, żeby spróbować; sprawdzić czy się do tego nadaję, czy jest to dla mnie.
Wtedy jeszcze lepiej zrozumiałam jak ważne i cenne są fotografie – to na nich mogłam oglądać swojego malutkiego syna, który zmieniał się z tygodnia na tydzień. Gdyby nie te zdjęcia, to nie uwierzyłabym, że on faktycznie był taki malutki.
Po drugie, rozwój osobisty również pchnął mnie w stronę artystyczną, a to pozwoliło – również biznesowo – zdywersyfikować swoją fotografię. To była przede wszystkim potrzeba serca.

EK: Rzeczywiście, podczas przeglądania zdjęć nietrudno dostrzec, jak ważną wartością jest dla Pani rodzina.
Joanna Musiał-Janicka: To prawda, z tego również wynika to, że nie posiadam studio – jestem fotografem lifestylowym – często przeprowadzam sesje zdjęciowe u rodzin w domach. To daje mi i moim klientom dodatkowe poczucie bliskości, intymności i swobody.
Nie mam również ograniczonego czasu na wykonanie zdjęcia. Po prostu idziemy na taki “fotospacer”, podczas którego poznajemy się, wspólnie się bawimy. Zachęcam rodziny do takiego „bycia tu i teraz”, co wpływa na finalną jakość zdjęcia i nasz – a przede wszystkim ich – wspólny czas.
Jest to dla mnie naprawdę bardzo ważne, dlatego właśnie ten kierunek obrałam w fotografii rodzinnej, jak również artystycznej. Myślę, że one idą równolegle – w moim sercu i w mojej głowie.
EK: Podsumowując – rozumiem, że ta fotografia rodzinna, lifestylowa była początkiem wszystkiego, a w pewnym momencie pojawił się motyw zdjęć bardziej artystycznych?
Joanna Musiał-Janicka: Nie do końca. Kiedy czułam, że potrzebuję jakiegoś oddechu, chwili wytchnienia i odświeżenia myśli, to wtedy brałam aparat i szłam z nim “do natury”. To było w pełni intuicyjne.
Chciałam odpocząć, brałam aparat, szłam na spacer. To był taki rytuał. Z czasem zdjęć natury na moim dysku w komputerze zrobiło się tak dużo – tych emocji, tych uczuć – które gdzieś tam przy tej fotografii natury się pojawiały, że po prostu poczułam chęć podzielenia się z innymi.
To był już ten moment, że te zdjęcia musiały “wyskoczyć” z szuflady. Z nadzieją, że pomogą komuś tak samo, jak pomagają mi.
Więc tak naprawdę historia moich fotografii rodzinnych i artystycznych zaczęła się równocześnie. Zdjęcia natury po prostu czekały w szufladzie.

EK: W takim razie wydaje mi się, że następne pytanie może być bardzo trudne. Gdyby miała Pani wybrać tylko jeden – pomijając kwestie ekonomiczne – to który rodzaj fotografii zostałby z Panią na stałe i dlaczego?
Joanna Musiał-Janicka: Nie wybrałabym, nie ma szans. Dla mnie są to ścieżki, które idą równolegle i się uzupełniają. W przypadku fotografii rodzinnej mam bezpośredni kontakt, świetną energię, spotkania z ludźmi, natomiast ścieżka artystyczna daje mi wyciszenie, spokój i możliwość poukładania myśli.
Jedna tak naprawdę uzupełnia drugą. Po sesjach rodzinnych potrzebuję tego spokoju i wyciszenia, tak żeby podczas kolejnych być w stu procentach dla klientów. Potrzebuję sobie pewne rzeczy sobie poukładać w głowie i ta część artystyczna mi w tym pomaga.
Te strefy idealnie się uzupełniają, dlatego nie umiałabym wybrać jednej. I nie chcę – i na szczęście nie muszę.
Zdjęcia to nie wszystko. Dusza artysty, ale głowa biznesmena?
EK: Chciałbym jeszcze dopytać o początki, ale z perspektywy biznesowej, założenia działalności – jak to wszystko się zaczęło? Czy była to ścieżka usłana różami, czy zdarzyły się wzloty i upadki? Jak doszło do tego, że wybrała Pani „TS”?
Joanna Musiał-Janicka: Na pewno wiele rzeczy mnie w biznesie zaskoczyło. Oczywistym było to, że poza samym robieniem zdjęć, prowadzący działalność fotograficzną musi zajmować się wieloma innymi sprawami. Zaskoczył mnie jednak procentowy podział tych obowiązków.
Praca fotografa – prowadzenie sesji i robienie zdjęć – to może maksymalnie 15 procent z całej puli tego, co musi robić w swojej firmie. Ogromną ilość czasu pochłania: obróbka zdjęć, kontakt i samo pozyskanie klienta, prowadzenie kanałów społecznościowych oraz strony internetowej, przygotowanie dokumentów związanych z prowadzeniem działalności oraz księgowość, kursy, samorozwój. Tego jest naprawdę dużo.
Osoby niezwiązane z fotografią myślą często, że fotograf większość czasu robi zdjęcia i to wszystko. Tak niestety nie jest. Poza swoimi artystycznymi zapędami trzeba też być po prostu biznesmenem. To było dla mnie mocno zaskakujące na początku.
Koszty prowadzenia działalności w Polsce nie są małe, stąd poszukiwanie alternatyw. Tak właśnie trafiłam do “Twój StartUp”. Korzystanie z takiego rozwiązania pozwala mi dalej rozwijać swój biznes. Uważam, że jest ono bardzo korzystne i ciekawe. Z tyłu głowy zawsze mam to, że w TS łatwo uzyskam pomoc prawną i księgową.
W razie czego mam wsparcie, co jest dla mnie szczególnie ważne. Wiem, że nie jestem w tym wszystkim sama.
EK: W dużym skrócie – dobrą radą na start jest wylanie sobie kubła zimnej „biznesowej” wody na głowę?
Joanna Musiał-Janicka: Dokładnie tak – chodzi o zrozumienie, że to nie jest tylko artystyczna działalność i bieganie z aparatem. Istnieje też ta nudna i żmudna część pracy, co może być szczególnie dużym szokiem dla osób o artystycznej duszy. Bycie artystą i humanistą nie wystarczy, trzeba być również biznesmenem.

Przyszłość branży fotograficznej w dobie rewolucji technologicznej
EK: Jak spogląda Pani na przyszłość branży fotograficznej? Wspomnieliśmy już troszkę o problemach prowadzenia biznesu w Polsce, o tym, że każdy kto złapie za aparat uważa się za fotografa. Co z technologią AI? Jakie szanse i zagrożenia stoją przed przyszłością branży?
Joanna Musiał-Janicka: Patrzę na to dwutorowo. Z jednej strony, zmiany na rynku są nieuniknione, sztuczna inteligencja już wpłynęła na rynek fotograficzny i raczej to nie koniec procesu.
Z drugiej strony, obserwuję również tendencję do powrotu do prawdy. Następuje proces polaryzacji wynikający z tego, że część osób chętnie i szybko “rzuciła się” na zdjęcia generowane przez sztuczną inteligencję.
Są ludzie, którym to wystarczy i będą zadowoleni – co też jest zrozumiałe, natomiast będą również osoby, które utwierdzą się w przekonaniu, że wolą tą bliskość, kontakt z drugim człowiekiem, relacje i prawdę – autentyczność. To będzie taki przeciwległy biegun.
Taką tendencję faktycznie obserwuję, są takie osoby. Przykładowo, w mediach społecznościowych popularnością cieszą się hasztagi: “NoAI” lub “NoAIArt”. Na pewno trzeba liczyć się z popularyzacją sztucznej inteligencji. Sama również z niej korzystam – oczywiście nie w przypadku zdjęć – na pewno jest to narzędzie, które może być pomocne, tak długo jak zostanie użyte rozsądnie i z głową.
EK: Abstrahując od tematu AI, czy widzi Pani jeszcze jakieś szanse i zagrożenia? Które gałęzie fotografii będą sobie dobrze radzić?
Joanna Musiał-Janicka: Branża jest raczej dosyć stabilna – ludzie są wzrokowcami, więc obraz zawsze będzie ważny. Szansa na to, że ten popyt zniknie jest znikoma.
Zainteresowanie fotografią rośnie, chociażby biznesową. Od czasu do czasu zdarzają mi się sesje biznesowo-lifestylowe, w zależności oczywiście do jakiej branży pasuje dana treść. W cenie pozostanie fotografia reportażowa i fotografia rodzinna – zwłaszcza w tym naturalnym wydaniu.
W Polsce rynek sztuki mocno się rozwija, więc myślę, że tutaj na pewno są duże szanse i na pewno te wymienione dziedziny będą się rozwijały.
Bacznie obserwuję jak to się zmienia. Rynek sztuki w zeszłym roku odnotował wzrost wartości sprzedaży do około 660 milionów złotych. Sama fotografia stanowi około 0,4 procent tego rynku, co daje nam prawie 3 miliony złotych. Tendencja rynku jest wzrostowa i nie tylko w Polsce, ale również na świecie.
Polscy artyści są coraz bardziej doceniani na rynku sztuki międzynarodowym, więc myślę, że tutaj na pewno będzie duży potencjał.

Co dalej? Rady dla początkujących
EK: Jak spogląda Pani na przyszłość swojej działalności? Założenie studia, inwestycje w samorozwój? Czy ma Pani już jakieś plany na następny rok?
Joanna Musiał-Janicka: Tak jak już wcześniej wspomniałam o tej dywersyfikacji – to jest również gdzieś moja prywatna potrzeba „serca”, które podpowiada mi, że powinnam iść w kierunku uczenia ludzi tej fotografii uważnej i pokazania jej pozytywnego wpływu na nasze zdrowie psychiczne.
Aktualnie studiuję fotografoterapię (przyp. red. – forma terapii rozwojowej i psychoterapii wykorzystująca fotografię jako narzędzie do pracy nad sobą, rozwojem osobistym, emocjami i wspomnieniami), co może stać się dla mnie dodatkowym źródłem dochodu w przyszłości, natomiast wynika bardziej z wewnętrznej samorealizacji.
Tak jak opowiadałam – fotografia artystyczna stała się moim prywatnym uzewnętrznieniem emocji, które chciałabym przekazać innym – wraz z wszystkimi korzyściami z tego płynącymi. Stąd zainteresowanie fotografoterapią – to naturalny następny krok, który mam nadzieję, że uda mi się wdrożyć do mojego biznesu, a jeżeli nie – bo też tak się może zdarzyć – to na pewno na mnie jako na artystkę będzie miało to pozytywny wpływ. I to wszystkich częściach mojej fotografii: tej związanej z naturą, z człowiekiem i tej rozwijającej się, terapeutycznej.
EK: Jakie trzy rady dałaby Pani osobie myślącej o rozpoczęciu swojej historii z fotografią?
Joanna Musiał-Janicka: Po pierwsze, pamiętać, że to nie aparat robi zdjęcia. Jeżeli ktoś jest zainteresowany tematem i chce się sprawdzić, to nie warto od razu kupować najdroższego sprzętu. Należy pamiętać, że ważniejszy od aparatu jest obiektyw. Zachęcam również do zgrywania zrobionych zdjęć i spokojnego oglądania ich po sesji na komputerze. Osobiście najbardziej preferuję je drukować, a potem oceniać – to potrafi zmienić pierwotną opinię o zdjęciu.
Słyszałam wiele historii, w których ktoś bardzo zainteresował się fotografią, a później okazało się, że aparat jest: za ciężki, niewygodny, że mu się nie chce, że on widział fajne zdjęcia z takiego samego rodzaju aparatu, a ten aparat jednak takich zdjęć nie robi. Trzeba mieć to na uwadze.
Po drugie, cierpliwość i zaufanie procesowi oraz pamiętanie o tym, że zdjęcia rodzą się w spokoju. Trzeba zrobić tysiące zdjęć, nim dojdzie się do tego, w jakim stylu chcemy pracować i co nas tak naprawdę pociąga.
Cierpliwie, z uważnością obserwować siebie i cieszyć się procesem. Tego nie da się przyspieszyć.
Po trzecie, po prostu się nie poddawać i słuchać własnego serca, ono pokieruje nas tam, gdzie trzeba.
Twórczość Joanny Musiał-Janickiej można znaleźć na stronie: musialjanicka.art i byjmj.pl

