Portal dla tych,
którzy chcą dotrzeć na sam szczyt

To dopiero początek walki o standardy pracy? Szef PIP reaguje na rządowy spór

Ostatnie dni przyniosły bezprecedensowe zawirowania wokół reformy Państwowej Inspekcji Pracy (PIP). Projekt, który miał być batem na “umowy śmieciowe”, stał się zarzewiem najpoważniejszego od miesięcy sporu wewnątrz koalicji rządzącej.

Źródło: gov.pl

Choć premier Donald Tusk jednoznacznie zablokował najbardziej kontrowersyjne zapisy, resort pracy nie składa broni, a głos w sprawie zabrał właśnie szef PIP, Marcin Stanecki, kreśląc możliwą drogę do porozumienia.

Stanowcze “nie” premiera i wizja “etatyzmu pod przymusem”

Punktem zapalnym reformy stało się uprawnienie, które pozwalałoby inspektorowi pracy na przekształcenie umowy cywilnoprawnej lub kontraktu B2B w etat drogą decyzji administracyjnej. Premier Donald Tusk, oceniając ten pomysł, nie gryzł się w język i uznał, że nadanie urzędnikom takiej władzy uderzyłoby w stabilność polskiego biznesu.

“Ja uważam, że przesadna władza dla urzędników, którzy będą decydowali o tym jak się, kto zatrudnia, byłaby bardzo destrukcyjna dla bardzo wielu firm i mogłaby także oznaczać utratę pracy dla wielu ludzi. Tak wynika z mojej analizy”.

“I dlatego w sposób bardzo twardy i z uzasadnionymi emocjami o tym mówiłem i podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą. Sprawę uważam z mojego punktu widzenia za zamkniętą” – zadeklarował szef rządu podczas konferencji w Paryżu.

Mimo tak stanowczego veta, ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk przypomina, że walka z patologiami rynku pracy to nie tylko postulat Lewicy, ale i twardy zapis w Krajowym Planie Odbudowy. Podkreśla ona, że celem jest ochrona osób, które na umowach cywilnoprawnych są pozbawione elementarnego bezpieczeństwa socjalnego.

Rewolucja w zwolnieniach lekarskich. ZUS “doniesie” na lekarzy rozdających L4?

Brukselska pułapka i demograficzne ryzyko

Sytuację komplikuje fakt, że reforma PIP została już wpisana do wniosków o płatność z KPO, co stawia Polskę w trudnym położeniu negocjacyjnym z Komisją Europejską. Minister funduszy i polityki regionalnej, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, określiła obecny impas jako “sytuację bezprecedensową”.

Zwróciła ona również uwagę na aspekt demograficzny – brak stabilnego zatrudnienia na podstawie umowy o pracę wśród młodych ludzi jest czynnikiem zniechęcającym do zakładania rodzin.

Z kolei wiceminister pracy Sebastian Gajewski uspokaja, że prace nad nową wersją projektu trwają we współpracy z Ministerstwem Sprawiedliwości. Resorty szukają narzędzia, które będzie skuteczne, ale jednocześnie akceptowalne dla wszystkich koalicjantów i bezpieczne dla konstytucyjnej swobody prowadzenia działalności gospodarczej.

ZUS w górę. Ile naprawdę zapłacisz w 2026 roku i dlaczego warto pomyśleć o alternatywie!

Cicha rola ZUS: przekształcenia umów dzieją się już teraz

Podczas gdy politycy spierają się o przyszłe kompetencje PIP, mało kto zauważa, że mechanizm kwestionowania rodzaju umów już funkcjonuje – tyle że w rękach Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

ZUS prowadzi kontrole w zakresie prawidłowości zgłoszeń do ubezpieczeń i może orzec o naliczeniu zaległych składek, co w praktyce wymusza na płatnikach zmianę charakteru współpracy z zatrudnionymi.

Jak wyjaśnia Grzegorz Dyjak z biura prasowego ZUS, Zakład prowadzi kontrole doraźne, często bazując na sygnałach z samej Inspekcji Pracy. Choć ZUS nie wydaje nakazu zawarcia umowy o pracę, jego decyzje o objęciu pracownika ubezpieczeniem społecznym z właściwym kodem tytułu mają niemal identyczne skutki finansowe dla firm.

Eksperci przypominają wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi z 2024 roku, gdzie po wspólnych działaniach PIP i ZUS sąd podtrzymał decyzję o uznaniu osoby na kontrakcie B2B za pracownika podlegającego pełnemu ubezpieczeniu.

Szef PIP: “Nie chcieliśmy likwidować polskiej przedsiębiorczości”

Najnowszy komentarz Głównego Inspektora Pracy, Marcina Staneckiego, rzuca nowe światło na intencje urzędników. Szef PIP stara się tonować nastroje przedsiębiorców, zapewniając, że kontrole nigdy nie miały mieć charakteru masowego, a celem reformy nie była likwidacja umów cywilnoprawnych, lecz walka z nieuczciwą konkurencją.

“My nie chcieliśmy likwidować polskiej działalności gospodarczej, nie chcieliśmy likwidować umów cywilnoprawnych, bo przecież Kodeks cywilny się nie zmieniał. Również definicja stosunku pracy się nie zmieniała”.

“Więc nie było naszą ideą to, żeby pogarszać kondycję firm. Wręcz przeciwnie, dbamy o konkurencyjność, bo jeżeli podmiot X oszukuje, zatrudnia ludzi na czarno, to wiadomo, że będzie sprzedawał taniej produkty” – argumentował Stanecki w Studiu PAP.

Szef PIP zaproponował konkretne pole do kompromisu. Jego zdaniem nowa wersja reformy mogłaby zakładać, że decyzja inspektora o przekształceniu umowy nie miałaby rygoru natychmiastowej wykonalności.

Oznaczałoby to, że firma nie musiałaby natychmiastowo odprowadzać zaległych składek ZUS, co dawałoby czas na rozstrzygnięcie sprawy przez sąd i eliminowało stan niepewności finansowej.

Ministerstwo Finansów ogłasza “rok bez kar”? Nowe fakty w sprawie KSeF

Kolejne wyzwanie na horyzoncie: jawność wynagrodzeń

Choć oczy wszystkich są zwrócone na spór o „etaty z nakazu”, Marcin Stanecki ostrzega, że znacznie większym wyzwaniem dla polskich firm będzie wdrożenie unijnej dyrektywy o równości i jawności wynagrodzeń. Polska ma na to czas do 7 czerwca 2026 roku.

Nowe przepisy nałożą na pracodawców obowiązek udostępniania informacji o średnich poziomach płac w podziale na płeć oraz wartościowania stanowisk.

PIP zyska prawo do reprezentowania pracowników przed sądem w sprawach o naruszenie zasad przejrzystości płacowej. To zmiana, która może wywołać znacznie większą falę skarg niż obecne kontrole form zatrudnienia, wymuszając na polskim biznesie całkowite przedefiniowanie polityki kadrowo-płacowej.

źródło: PAP, Money, WP, Bankier

Zobacz też