
Paradoks portfela. Dlaczego zakupy drożeją mimo mniejszej inflacji?
Choć oficjalne wskaźniki makroekonomiczne sugerują uspokojenie sytuacji gospodarczej, codzienne wizyty w sklepach wciąż wystawiają cierpliwość Polaków na próbę. Najnowszy raport „Indeks cen w sklepach detalicznych”, przygotowany przez UCE Research i Uniwersytety WSB Merito, pokazuje wyraźny rozdźwięk między statystyczną inflacją a realnymi paragonami.

W 2025 roku codzienne zakupy zdrożały średnio o 4,2 proc., co przy spadającej inflacji ogólnej (CPI) tworzy zjawisko, które ekonomiści nazywają “pełzającym wzrostem”.
Badanie, oparte na analizie aż 1,1 mln cen detalicznych, wskazuje na utrzymanie trendu z 2024 roku (kiedy wzrost wyniósł 4,3 proc.). Oznacza to, że mimo braku gwałtownych skoków cenowych, detaliści konsekwentnie podnoszą stawki, co dla wielu gospodarstw domowych czyni spadek inflacji niemal nieodczuwalnym.
Dlaczego subiektywnie czujemy drożyznę?
Kluczem do zrozumienia obecnej sytuacji jest różnica między koszykiem produktów codziennych a szerokim wskaźnikiem CPI. Jak zauważa dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito, wskaźnik inflacji obejmuje paliwa czy usługi, które w minionym roku taniały, zbijając ogólny wynik. Jednak to produkty kupowane regularnie – pieczywo, nabiał czy chemia gospodarcza – kształtują nasze poczucie drożyzny.
Szara strefa w imię “oszczędności”. Polacy rezygnują z faktury dla niższej ceny?
“Sieci handlowe mogły dzięki temu odbudować rentowność po trudnych latach walki o marże. Polaków przyzwyczajono do znacznych podwyżek, więc zaakceptowali obecny poziom wzrostów, choć wciąż stanowi on obciążenie dla budżetów” – tłumaczy ekspert.
Dobra wiadomość dla najuboższych
Mimo ogólnego wzrostu cen w sklepach o 4,2 proc., sama żywność drożała nieco wolniej – średnio o 3,6 proc. To istotna zmiana, ponieważ po raz pierwszy od lat produkty spożywcze przestały być głównym liderem drożyzny, ustępując miejsca kategorii chemii gospodarczej, artykułom dla dzieci czy karmom dla zwierząt.
Finanse na papierze. Dlaczego Polacy wolą zeszyt od sztucznej inteligencji?
Eksperci upatrują przyczyn tego zjawiska w dwóch czynnikach:
- wojna cenowa dyskontów – intensywna konkurencja między największymi sieciami w Polsce zmusiła handel do hamowania podwyżek cen podstawowych produktów spożywczych.
- stabilizacja rolnictwa – rok 2025 był łaskawy dla rolników – brak ekstremalnych susz i powodzi przełożył się na zadowalające zbiory, co pozwoliło rynkom rolnym wrócić do równowagi po szokach z poprzednich lat.
Jest to szczególnie ważne dla gospodarstw domowych o niższych dochodach, gdzie wydatki na jedzenie pochłaniają nawet 30 proc. miesięcznego budżetu.
Liderzy drożyzny i niespodziewane obniżki
Analiza 17 kategorii produktów pokazuje, że 2025 rok nie był łaskawy dla miłośników używek i słodyczy. Największe uderzenie po portfelu odczuli konsumenci kupujący:
- używki – wzrost o 9,7 proc.,
- produkty tłuszczowe – wzrost o 9,2 proc.,
- napoje – wzrost o 7,7 proc.,
- słodycze i desery – wzrost o 7,4 proc.,
- mięso – wzrost o 6,5 proc.
Z drugiej strony, w raporcie znajdziemy rzadkie w ostatnich czasach “zielone wyspy” – produkty, które realnie staniały. Liderem obniżek okazały się warzywa (-2,6 proc.), co jest efektem wspomnianych udanych zbiorów. Nieznacznie mniej płaciliśmy również za produkty sypkie (-0,9 proc.) oraz dodatki spożywcze (-0,3 proc.).
Co nas czeka dalej?
Dane UCE Research i WSB Merito sugerują, że polski handel wszedł w fazę stabilizacji na wysokim poziomie. Choć dwucyfrowa inflacja odeszła w zapomnienie, ceny w sklepach nadal rosną szybciej niż ogólny wskaźnik CPI. Dla konsumenta oznacza to konieczność dalszej optymalizacji wydatków i korzystania z ofert promocyjnych, które stały się głównym orężem sieci handlowych w walce o klienta w 2026 roku.

