
Biznes w parze z psychologią. Jak budować start-up i nie zaliczyć wypalenia? [WYWIAD]
Prowadzenie własnego gabinetu psychoterapeutycznego to dziś nie tylko misja, ale i dynamicznie rozwijający się biznes, który rzuca wyzwanie tradycyjnym modelom przedsiębiorczości. Rosnąca świadomość społeczna i nowe realia rynkowe diametralnie zmieniają krajobraz branży psychologicznej w Polsce.

Jak bezpiecznie wejść na rynek usług terapeutycznych bez paraliżujących obciążeń na starcie? Z jakimi barierami mierzą się współcześni specjaliści? Psycholog i psychoterapeutka Monika Paderewska-Proczek zdradza nam kulisy budowania własnej praktyki oraz przybliża zjawisko “kryzysu ćwierćwiecza” wśród osób młodych i ambitnych. Ocenia również, czy sztuczna inteligencja zdoła zastąpić realnego terapeutę.
Początki biznesu. Start bez dodatkowych obciążeń
Eryk Kołodziejek: Jak pani trafiła do fundacji? Skąd decyzja, o takiej formie prowadzenia działalności?
Monika Paderewska-Proczek: Moja historia z fundacją zaczęła się od polecenia. Trafiłam do niej dzięki znajomemu, który znał osobę prowadzącą działalność w tej formule. Wielokrotnie rozmawialiśmy o różnych aspektach związanych z prowadzeniem biznesu i to właśnie te rozmowy skutecznie zachęciły mnie do podjęcia współpracy. Dla mnie to jest taka forma bezpiecznego wejścia w pracę “na swoim”.
Wcześniej pracowałam w gabinetach i różnych instytucjach publicznych, natomiast od października zeszłego roku działam samodzielnie, we współpracy z fundacją. To taka przestrzeń do sprawdzenia, czy odpowiada mi w prowadzenie własnej praktyki, przy jednoczesnym braku obciążeń związanych z działalnością gospodarczą.
EK: Prowadziła pani wcześniej działalność gospodarczą czy to całkowity początek?
MPP: To mój absolutny początek. Zawsze działałam u kogoś, czy to na umowach o pracę, czy zleceniach.
EK: Czy taka forma prowadzenia działalności zapewniła pani poczucie bezpieczeństwa w kontekście prowadzenia własnego biznesu?
MPP: Tak, na początku nadal czułam się w tym wszystkim niepewnie, natomiast teraz bardzo mi się to sprawdza. Mam ogromne wsparcie ze strony przydzielonej mi koordynatorki. Wiem, że mogę się do niej zwrócić ze wszelkimi problemami.
Z natury jestem osobą ostrożną, dlatego planuję korzystać ze wsparcia fundacji tak długo, aż poczuję gotowość, by zrobić kolejny krok – być może otworzyć własną poradnię. Na ten moment ta forma współpracy bardzo dobrze się u mnie sprawdza.

Kryzys zdrowia psychicznego u młodych. Nic nowego czy palący problem?
EK: Świetnie, bardzo miło mi to słyszeć. Przejdźmy więc do pytań branżowych. Z tego co wiem, działa pani głównie z osobami w przedziale wiekowym 20-30 lat. Czy kryzys zdrowia psychicznego u osób młodych stał się czymś “znormalizowanym”? Skąd ten nagły wzrost diagnoz?
MPP: Na wstępie warto zaznaczyć, że to nie jest tak – przynajmniej w moim odczuciu – iż młodzi ludzie nagle stali się słabsi. Żyjemy w świecie, który jest o wiele bardziej obciążający psychicznie.
Problemy, takie jak depresja i lęk, nie są zjawiskiem nowym – były obecne zawsze. Różnica polega na tym, że kiedyś świadomość dotycząca zdrowia psychicznego i wczesnego rozpoznawania trudności była zdecydowanie mniejsza. Dziś, jako społeczeństwo, jesteśmy bardziej uważni: częściej rozmawiamy o zdrowiu psychicznym i dysponujemy językiem, który pozwala lepiej opisywać emocje oraz wewnętrzne doświadczenia.
Częściej również szukamy pomocy i wyciągamy tę dłoń w stronę wsparcia. Z drugiej strony, co też bardzo wyraźnie widzę podczas pracy w gabinecie, istnieją realne czynniki, które mogą ten stan pogarszać. Na podstawie własnych obserwacji mogę wskazać dwa główne obszary oddziałujące na zdrowie psychiczne tej grupy.
Jednym z nich, dość często poruszanym, ale wciąż bardzo aktualnym, są media społecznościowe. Nie jest to wyłącznie moja obserwacja – młode osoby funkcjonują w przestrzeni ciągłego porównywania się z nierealnymi standardami życia, wyglądu czy sukcesu. Widzą wyselekcjonowany, często niemożliwy do osiągnięcia wycinek rzeczywistości, który następnie odnoszą do własnej codzienności.
Drugim czynnikiem jest ogromna liczba dostępnych możliwości. Współczesny świat oferuje ich więcej niż kiedykolwiek wcześniej, co – w moim przekonaniu – nie zawsze musi być jednoznacznie korzystne. Bardzo często obserwuję, że wiąże się to z poczuciem chaosu, presji działania oraz zagubienia.
Pojawiają się myśli typu: “Powinienem/powinnam wiedzieć, kim jestem i czego chcę, a nadal tego nie wiem”. Towarzyszy temu silna presja wewnętrzna oraz nasilona samokrytyka. Wiele osób, z którymi pracuję, doświadcza przekonania, że robią za mało i że nie są wystarczająco dobre. To jeden z częstszych powodów zgłaszania się na terapię.
Pojawia się również poczucie bycia “w tyle” w porównaniu do innych. Wszystkie te elementy generują znaczne napięcie psychiczne.
EK: Jak taka osoba powinna sobie radzić z tymi problemami? Oczywiście, poza wizytą u psychologa?
MPP: Pierwszym krokiem, który również realizuję w pracy z klientami, jest zatrzymanie się i przyjrzenie temu, co wynika z własnej woli, chęci i marzeń, a co jest efektem zewnętrznych oczekiwań, na przykład presji płynącej z mediów społecznościowych.
Punktem wyjścia staje się danie sobie “prawa do niewiedzy”. Istotne jest umożliwienie sobie eksperymentowania i sprawdzania różnych kierunków. Ważne jest również zrozumienie, że zmiana zdania nie jest równoznaczna z porażką. Wiele osób funkcjonuje bowiem w przekonaniu, że istnieje tylko jedna właściwa ścieżka życiowa.
Kolejnym etapem jest budowanie kontaktu z własnymi potrzebami i emocjami, czyli z tym, czego dana osoba rzeczywiście potrzebuje.
EK: Czy określenie “kryzys zdrowia psychicznego” jest w takim razie trafne? Nie jest przypadkiem krzywdzące?
MPP: Słowo “kryzys” sugeruje, że coś pogorszyło się nagle – jest to jakiś punkt przełomowy lub nowy problem. Mamy jednak do czynienia z czymś, długofalowym i istniejącym od dłuższego czasu.
Nie jest tak, że mamy do czynienia z “nowym kryzysem”, natomiast problem staje się coraz bardziej widoczny. Wynika to częściowo ze wzrostu świadomości społecznej, a nie z samego pogorszenia zjawiska. Wspomniane trudności psychiczne były obecne od zawsze, natomiast zmieniło się to, że dziś potrafimy je nazywać i diagnozować. Nie stanowią już tematu tabu.
Słowo “kryzys” może być tutaj lekko mylące, a może nawet – tak jak pan wspomniał – krzywdzące. Myślę natomiast, że ma też pewną funkcję – to mocny wyraz, który skutecznie zwraca uwagę na skalę problemu. Mobilizuje do działania i podkreśla wagę zjawiska.
Z drugiej strony może to wywoływać pewną panikę lub sensację, wzmacniając narrację w stylu: “młodzi są w ciągłym kryzysie”. Co umniejsza temu, że żyją w znacząco innym świecie.
Czym jest “kryzys ćwierćwiecza”? Świat biznesu najbardziej zagrożony
EK: Czy “kryzys ćwierćwiecza” jest definicją tożsamą? Czy może dotyczy innych aspektów?
MPP: Według mnie jest to coś innego. Oczywiście znaczenia te nie pozostają bez związku. Tutaj słowo kryzys wydaje mi się bardziej na miejscu. Chodzi przede wszystkim o osoby między 20. a 30. rokiem życia, które zaczynają konfrontować się z pytaniami: “Kim właściwie jestem?” oraz “Jak chcę żyć?”.
Jest to element procesu budowania tożsamości w okresie, w którym pojawia się niepewność oraz lęk o przyszłość. Towarzyszy temu często poczucie zagubienia i chaosu. Pojawia się silne porównywanie się do innych, a w konsekwencji spadek wiary we własną wartość. Przekłada się to na trudności w podejmowaniu decyzji oraz narastające napięcie wewnętrzne, czyli wszystkie te czynniki, o których wcześniej rozmawialiśmy.
Nie bez powodu ten okres określa się mianem kryzysu, ponieważ wiele osób doświadcza poczucia, że przechodzi własny, “prywatny kryzys”. Często to ogromnie trudny okres.
Z klientami pracujemy wtedy nad zrozumieniem tego, że jest to etap rozwoju, a nie coś, co da się naprawić w jeden dzień. To wymagający czas, który służy budowaniu własnej tożsamości.

EK: Jak ma się to świata biznesu? Czy twórcy start-upów są bardziej narażeni na tego typu kryzys?
MPP: Rzeczywiście w świecie biznesowym, generalnie w gronie środowisk mocno ambitnych, kryzys ten jest bardziej intensywny. U takich klientów często widzę charakterystyczny konflikt pomiędzy założeniem, że moja wartość zależy od tego, co osiągam, a wiecznym poczuciem braku wartości – “to za mało, dalej mi nie wystarcza”.
Pojawia się lęk przed porażką i presja na ciągły rozwój, pracę, a to skutkuje trudnościami w odpoczynku oraz z takim “byciem tu i teraz”. Przedsiębiorcy często przyznają, że nie potrafią odpoczywać – regeneracja to dla nich źródło napięcia, poczucia winy. Staram się im pokazać, że ta gonitwa za sukcesem to nie tylko kwestia ambicji, często kryje się pod tym głębsza potrzeba uznania lub poczucie bycia wystarczającym. Istnieje tendencja do budowania swojej wartości wyłącznie na wynikach.
Przy pracy z takim problemem pracujemy podobnie jak w przypadku kryzysu ćwierćwiecza. Zaczynamy od rozdzielenia ambicji i własnych potrzeb od cudzych oczekiwań. W pracy terapeutycznej bardzo ważna jest relacja. Przy pracy z każdym klientem zawsze podkreślam, że jestem specjalistką od terapii, ale to klient jest ekspertem “od samego siebie”.
Dopiero łącząc te aspekty współpracy możemy coś skutecznie zdziałać i zbudować. Łączymy siły – a to również pokazuje klientowi, jak dużą sprawczość posiada. Bez bezpiecznej relacji terapeutycznej nic się nie zdziała.
EK: Wiele tych czynników potwierdza się w najnowszych badaniach. Według raportu na temat zdrowia w e-commerce, liderzy i menadżerowie borykają się z tymi samymi problemami. 62 proc. deklaruje zaburzenia snu, a 80 proc. przyznało, że ich dieta jest niezdrowa z powodu nieregularnego trybu życia.
MPP: Nie jest to niestety zaskoczeniem. Sen, dieta stanowią wspólny fundament zdrowotny, kiedy te aspekty są zaburzone, to odbija się to na wszystkim – emocjach, koncentracji, odporności na stres i choroby. Podupada również ogólne samopoczucie. Te dane bardzo dobrze pokazują, jak ważne jest holistyczne podejście do zdrowia osoby.
EK: Co radziłaby pani przedsiębiorcy, który chce zwojować świat?
MPP: Na pewno budować biznes w takim tempie, który jesteśmy w stanie psychicznie i fizycznie utrzymać. Najczęściej, to nie brak ambicji niszczy projekty, a wypalenie ich twórcy.
EK: W takim razie, jak pani udaje się łączyć aspekty zawodowe i psychologiczne? Z jednej strony – prowadzi pani działalność, jest po stronie “rozwoju”, z drugiej pomaga w rozwiązywaniu wspomnianych problemów. Czy generuje to jakiś “zgrzyt”?
MPP: Szczerze mówiąc jest to obszar, którego cały czas się uczę. Widzę, że prowadzenie działalności wiąże się z ogromną odpowiedzialnością. Tempo zmian, na przykład prawnych, jest ogromne i potrafi być trudne do śledzenia. Uważam, że często psychologowie i psychoterapeuci nie są przygotowani do prowadzenia działalności. Muszą się tego uczyć równolegle. Właśnie dlatego doceniam rolę Fundacji Rozwoju Przedsiębiorczości “Twój StartUp”.
Co do samego łączenia świata biznesu i psychologii – myślę, że to prawdziwy dylemat, o którym mówi się zdecydowanie za mało. Podczas rozmów z koleżankami i kolegami po fachu, często rzeczywiście pojawia się “zgrzyt”.
Z jednej strony, jest to nasze główne źródło utrzymania, z drugiej strony pracujemy z bardzo wrażliwymi i osobistymi obszarami życia ludzi. Ze swoich własnych doświadczeń – są takie momenty, w których we mnie oraz w kliencie pojawia się pewne napięcie. Co wtedy?
Przykładowo, kiedy wiem, że dla mnie osobiście temat jest zbyt obciążający, dotyka własnych doświadczeń lub czuję, iż ktoś po prostu byłby w tym momencie lepszym specjalistą. Nie specjalizuję się w zaburzeniach odżywiania, a widzę, że mój klient takie zaburzenia przejawia. W tym momencie powinnam przekierować go do kogoś innego. Wtedy pojawia się dylemat, również w kwestii finansowej – gdybyśmy dopasowywali klientów “pod siebie”, stracilibyśmy ich połowę.
Na przestrzeni lat pracy gabinetowej jestem w stanie stwierdzić, że przy podejmowaniu takich decyzji zawsze trzeba mieć na uwadze to, iż etyka i dobro klienta są ważniejsze niż utrzymywanie relacji terapeutycznych “za wszelką cenę”. Nie jest to łatwe oraz wymaga dużo dobrej samoświadomości.
To chyba jeden z najtrudniejszych elementów do pogodzenia w pracy.
Psychologia jako narzędzie optymalizacji pracownika?
EK: Czy psychologia i terapia stały się narzędziem do “naprawy wydajności pracownika”? Wszystko w imię osiągów?
MPP: Myślę, że to zależy od tego, jak korzystamy z psychologii. Może ona wspierać zwiększanie sprawczości oraz radzenie sobie ze stresem, co z perspektywy pracodawcy jest szczególnie istotne.
Natomiast pojawia się ryzyko, że zacznie być wykorzystywana głównie do zwiększenia wydajności. W takim przykładzie, uczymy się regulować stres tylko po to, żeby pracować więcej, a nie po to, żeby odpowiedzieć na pytanie: “Dlaczego ja w ogóle funkcjonuję w takim napięciu?”.
Z perspektywy psychoterapeutycznej, bardzo ważne jest rozróżnienie między “pracą nad sobą”, a takim “naprawianiem siebie, żeby lepiej działać”. Praca nad sobą zaczyna się od zrozumienia i akceptacji, a nie od poprawiania. Później można myśleć o zmianie czy optymalizacji, to też jest ważny temat. Natomiast bez pracy nad zrozumieniem oraz akceptacją, łatwo wpaść w jeszcze większe napięcie i stres w długim okresie.
W takiej sytuacji, jeżeli psychologia stanie się wyłącznie narzędziem optymalizacji – “plasterkiem na większą ranę”, to kiedy przyjdzie kolejny “kryzys”, może się okazać, że zbudowane do tej pory fundamenty nie wytrzymają. Problem wróci, ale za jakiś czas.

EK: Co pani uważa o wkroczeniu technologii AI do psychoterapii? To coś pozytywnego, czy raczej zagrożenie?
MPP: Moje podejście oscyluje między ostrożnym optymizmem a poczuciem zagrożenia. Wiele osób korzysta z AI jako formy wsparcia do zrozumienia siebie, do psychoedukacji, czasami do poradzenia sobie w jakimś trudnym momencie. Uważam, że to może być pomocne.
Trzeba być jednak bardzo ostrożnym. Jeżeli AI zaczyna zastępować realne relacje, staje się to niepokojące. Narzędzia te są zawsze dostępne i zawsze responsywne, jednak nie są człowiekiem i nie tworzą relacji w sensie emocjonalnym.
Obawiam się, że może to prowadzić do budowania nierealnych oczekiwań wobec innych ludzi. Pojawia się ryzyko wycofywania się z rzeczywistych relacji na rzecz kontaktu, który subiektywnie wydaje się bezpieczniejszy, bo zawsze wspierający. Niektóre osoby zaczynają traktować AI, na przykład ChatGPT, jako rodzaj wyroczni, co może ograniczać własną refleksję. To również coś, o czym słyszę bezpośrednio od klientów.
Uważam, że sztuczna inteligencja może nas wspierać, ale nigdy nie powinna zastępować relacji. Rozwój psychiczny dokonuje się właśnie w kontakcie z drugim człowiekiem.
Czy branża psychoterapeutyczna przechodzi kryzys?
EK: Jak pani patrzy na przyszłość branży psychoterapeutycznej?
MPP: Widzę dwa równoległe kierunki. Potrzeba wsparcia psychoterapeutycznego nie zanika, a wręcz stale rośnie. Jednocześnie wiąże się to z większym chaosem w obszarze dostępnych form pomocy. W związku z tym istotne staje się odpowiednie weryfikowanie kompetencji specjalistów przed rozpoczęciem terapii.
Osobiście obserwuję, że w przestrzeni publicznej oraz w internecie pojawia się bardzo dużo treści psychologicznych – nie zawsze prawdziwych i opartych na rzetelnej wiedzy. Pojawiło się wiele szkół terapeutycznych, których wiarygodność pozostaje pod dużym znakiem zapytania.
Świadomy wybór terapeuty staje się czymś bardzo ważnym – wraz z rosnącą dostępnością, nie musi wzrastać jakość.
EK: Czy na przestrzeni lat wzrosła konkurencyjność w samej branży?
MPP: Myślę, że tak, ale nie jest to kwestia czystej rywalizacji, a raczej rozrośnięcia się rynku oraz szczegółowej specjalizacji. Obserwuję duży wzrost osób wchodzących do tego zawodu, co naturalnie skutkuje większą liczbą specjalistów.
Uważam, że nie mamy do czynienia z “przesyceniem” rynku, a raczej naturalną odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie. Większa świadomość klientów skutkuje raczej konkurencją jakościową i specjalizacyjną, niż ilościową.
EK: Jak zapatruje się pani na aktualne i przyszłe realia biznesowe – zarówno pod względem prawnym, jak i gospodarczym?
MPP: Nie jest to dla mnie obszar ani dużego zamartwiania, ani nadmiernego spokoju. Prowadzenie działalności w Polsce wiąże się z dużą dynamiką zmian. Przykładowo, niedawno weszła w życie ustawa o zawodzie psychologa, do której środowisko się obecnie adaptuje, a równolegle trwają prace nad ustawą o zawodzie psychoterapeuty. Staram się na bieżąco dostosowywać do wprowadzanych zmian.
Według mnie największym wyzwaniem nie jest sama “biznesowość”, lecz konieczność ciągłej edukacji administracyjno-prawnej. W dłuższej perspektywie nie daje to pełnej stabilności i wymaga stałej elastyczności oraz “uczenia się w biegu”, co dla wielu osób, w tym dla mnie, bywa obciążające. Na szczęście działam w obszarze, który merytorycznie dobrze znam.
Wiem, że fundamentem mojej pracy są relacje i kompetencje, bardziej niż sam model biznesowy. Uważam, że bycie przedsiębiorcą w Polsce jest wymagające, ale nie niebotycznie trudne. Kluczowe są elastyczność, samodzielność, dobra organizacja oraz umiejętność łączenia wielu ról.
Z Moniką Paderewską-Proczek można umówić się poprzez stronę ZnanyLekarz, a jej działania obserwować na Instagramie

