
Chaos proceduralny na wschodzie Polski. Czy SMS od RCB nakazuje natychmiastowe przerwanie pracy?
Nasilające się ataki rakietowe i dronowe Rosji na zachodnią Ukrainę coraz częściej uruchamiają polskie systemy ostrzegania. Wrześniowe alerty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa (RCB) wysłane do mieszkańców województw podkarpackiego i lubelskiego ujawniły jednak poważną lukę prawno-organizacyjną w polskich zakładach pracy. Zarówno organizacje pracodawców, jak i związki zawodowe apelują o pilne opracowanie jednoznacznych procedur postępowania na wypadek zagrożenia atakiem z powietrza w godzinach pracy.

Obecnie firmy stanęły przed dylematem: brak reakcji na alert RCB tworzy ryzyko dla życia i zdrowia załogi, z kolei samowolne przerywanie procesów produkcyjnych przy każdym powiadomieniu SMS generuje wysokie straty i grozi paraliżem operacyjnym.
Spór o definicję “bezpośredniego zagrożenia”
Zgodnie z Kodeksem pracy to pracodawca odpowiada za stan bezpieczeństwa i higieny pracy w zakładzie. W sytuacji wystąpienia bezpośredniego zagrożenia zdrowia lub życia ma on obowiązek wstrzymać pracę i nakazać pracownikom udanie się w bezpieczne miejsce.
Jak zauważa gen. broni rez. Tomasz Piotrowski, przewodniczący Platformy Bezpieczeństwa i Obronności Pracodawców RP, kluczowy problem polega na braku spójnej wykładni prawnej:
- brak jasnych kryteriów – nie jest jednoznacznie określone, czy ostrzeżenie RCB o “aktywności lotnictwa” lub “niezidentyfikowanym obiekcie” automatycznie rodzi obowiązek zatrzymania zakładu,
- niebezpieczeństwo samowoli i odpowiedzialności – pracodawcy obawiają się pociągnięcia do odpowiedzialności za nienależyte zapewnienie bezpieczeństwa, jak również niekontrolowanego porzucania stanowisk pracy przez pracowników po odebraniu komunikatu na telefon,
- zróżnicowanie infrastruktury – innego podejścia i oceny ryzyka wymaga obiekt krytyczny (np. rafineria czy zakłady chemiczne), a innego centrum logistyczne czy hurtownia.
Związkowcy potwierdzają, że do centrali spływa coraz więcej zapytań od zdezorientowanych pracowników ze wschodnich rejonów kraju. Zastępca przewodniczącego KK NSZZ “Solidarność” Bartłomiej Mickiewicz podkreślił, że przekazywane dotychczas ogólne poradniki bezpieczeństwa są niewystarczające, a ciężar stworzenia spójnych wytycznych powinien spoczywać na organach państwowych, a nie na związkach czy samych przedsiębiorcach.
Cena wojny z Iranem. Polscy kierowcy i firmy stracili ponad 20 mld złotych
PIP szykuje wytyczne, MSWiA wskazuje na odpowiedzialność biznesu
Na rosnącą liczbę zgłoszeń i wątpliwości reaguje Państwowa Inspekcja Pracy. Główny Inspektor Pracy Janusz Krasoń poinformował, że urząd analizuje zjawisko i pracuje nad dedykowanymi wytycznymi dla pracodawców. PIP zaleca firmom prewencyjny przegląd dotychczasowych procedur, sprawdzenie dróg ewakuacyjnych oraz zaktualizowanie szkoleń z zakresu pierwszej pomocy i ochrony przeciwpożarowej.
Inne stanowisko prezentuje resort spraw wewnętrznych. Wiceszef MSWiA Wiesław Leśniakiewicz przekazał, że ministerstwo nie prowadzi obecnie prac nad osobnymi wytycznymi dla sektora prywatnego. W ocenie MSWiA pełna odpowiedzialność za analizę miejsc schronienia oraz wyznaczenie bezpiecznych stref w razie zagrożenia spoczywa na pracodawcy, który przy tworzeniu instrukcji może wspierać się m.in. wsparciem inspektorów ochrony przeciwpożarowej.
Przedstawiciele biznesu ostrzegają jednak przed brakiem koordynacji. W ocenie ekspertów konieczna jest ścisła współpraca administracji rządowej, służb oraz przedsiębiorców na poziomie planów krajowych i wojewódzkich, aby uniknąć chaosu i wypracować jednolity, sprawny system informacyjny.

