
Paradoks polskiej oazy. Wzrost w cieniu odsetkowej pułapki?
Polska wchodzi w 2026 rok jako gospodarcza zagadka. Jeśli zapytamy przeciętnego konsumenta, odpowie, że choć wciąż ostrożnie liczy pieniądze, to przestał już śnić o inflacyjnych koszmarach. Jeśli zapytamy premiera, usłyszymy o “oazie stabilności” i “roku przyspieszenia”…

Jeśli jednak zajrzymy do arkuszy kalkulacyjnych Ministerstwa Finansów, uderzy nas zdziwienie – to koszty obsługi długu, które w ciągu roku uległy niemal podwojeniu.
Konsument pod kreską, ale z uśmiechem?
Według najnowszych danych GUS, bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK) wzrósł do poziomu -9,1 pkt. Choć liczba ta wciąż jest ujemna – co oznacza, że pesymiści nadal mają przewagę liczebną – jest to jeden z najlepszych wyników od czasu przedpandemicznego spokoju.
Co najważniejsze, Polacy przestali bać się drożyzny. Wskaźnik oczekiwań inflacyjnych spadł poniżej 20 pkt., co sugeruje, że społeczeństwo uwierzyło w stabilizację cen w okolicach celu NBP (2-3%). To kluczowa zmiana psychologiczna.
Ostatnie lata dyktowały oszczędności uszczuplone przez pandemię i wojnę. Dziś, mimo że realne płace rosną, Polacy nie rzucili się na oślep do sklepów. Wykazują się dojrzałą powściągliwością – budują poduszki finansowe, co widać w wysokich ocenach przyszłej zdolności do oszczędzania.
Przyspieszenie i brytyjskie sny
Premier Donald Tusk, ogłaszając Polskę “oazą stabilności”, opiera się na twardych danych za 2025 rok, kiedy to PKB urosło o 3,6%. W świecie poturbowanym przez geopolitykę, Polska faktycznie wysuwa się na prowadzenie. Rok 2026 ma być jednak momentem wejścia na wyższy bieg. Zapowiedź 10-procentowego wzrostu inwestycji brzmi ambitnie.
Minister Andrzej Domański poszedł o krok dalej, rzucając rękawicę Wielkiej Brytanii. Wizja dogonienia Londynu w PKB per capita (skorygowanym o siłę nabywczą) w ciągu 5-6 lat to już nie tylko retoryka wyborcza, ale strategia oparta na rekordowych wynikach giełdy.
Regulacyjny paradoks: firmy żądają uproszczeń, rząd wzmacnia kontrole PIP
Indeks WIG, rosnący o 47% w skali roku, stał się symbolem odzyskanego zaufania kapitału. Inwestorzy wierzą w polskie czempiony, szczególnie te kontrolowane przez Skarb Państwa, gdzie jakość zarządzania stała się kartą przetargową w relacjach z globalnymi rynkami. Przynajmniej taki obraz rzeczywistości malują rządzący.
Budżetowa piwnica
Niestety, ten lśniący wieżowiec wzrostu stoi na fundamencie, który zaczyna pękać pod ciężarem odsetek. Kiedy premier mówi o stabilności, Rada Fiskalna i MFW mówią o “strukturalnej nierównowadze”.
Styczniowy deficyt, choć nominalnie niski (3,72 mld zł), skrywa w sobie finansowy horror: koszty obsługi długu publicznego wzrosły rok do roku o 99,7%. W styczniu państwo wydało na odsetki 8,2 mld zł. To pieniądze, które nie trafią do szpitali, na naukę czy w AI – to koszt “rolowania” starych długów w nowej, droższej rzeczywistości.
Lata deficytowej polityki sprawiły, że nasze zadłużenie rośnie nie tylko dlatego, że więcej wydajemy, ale dlatego, że obsługa tego, co już pożyczyliśmy, staje się drugim budżetem państwa. MFW nie bawi się w dyplomację: Polska potrzebuje korekty fiskalnej rzędu 4% PKB do 2030 roku.
To dwa razy szybciej, niż planuje rząd. Bez radykalnych cięć lub zwiększenia dochodów (czyt. podatków), dług ustabilizuje się na poziomie 70% PKB, co jest wartością niebezpiecznie wysoką dla gospodarki na dorobku.
Finanse publiczne pod ścianą. Rada Fiskalna i MFW wzywają do radykalnych cięć!
Konsolidacja czy dalszy bieg?
Problem polega na tym, że recepty MFW są politycznym samobójstwem. Zamrożenie wydatków socjalnych czy podniesienie PIT-u w momencie, gdy naród dopiero co odetchnął po inflacji, mogłoby zdusić optymizm konsumentów, a co za tym idzie poparcie w wyborach.
Z drugiej strony, “odkładanie działań w czasie”, przed czym ostrzega Rada Fiskalna, sprawi, że przyszłe koszty będą jeszcze bardziej dotkliwe.
Sukces mierzony PKB jest realny i godny podziwu, jednak stabilność, o której mówi premier, jest stabilnością “zewnętrzną” i wizerunkową. Wewnątrz systemu narasta ciśnienie wywołane przez wydatki sztywne (zbrojenia, socjal, demografia) i koszty długu.
Cena za miejsce w ekstraklasie
Stoimy przed fundamentalnym wyborem. Czy przyspieszenie inwestycyjne pozwoli nam uciec do przodu i spłacić długi z wypracowanego, gigantycznego wzrostu? Czy może jednak zderzymy się ze ścianą odsetkową, która zmusi nas do bolesnej konsolidacji fiskalnej, o której piszą eksperci?
Na razie polski konsument cieszy się chwilą spokoju, a inwestorzy liczą zyski z WIG-u. To dobry czas, by budować rezerwy. Rok 2026 będzie rokiem w którym dowiemy się, czy polski wzrost jest wystarczająco silny, by udźwignąć rekordowy dług, czy też optymizm premiera spotka się w połowie drogi z twardymi zaleceniami MFW.
Jedno jest pewne: za 5 lat Polska będzie zupełnie innym krajem. Pytanie tylko, czy bliżej nam będzie do brytyjskiego standardu, czy do konieczności radykalnego zaciskania pasa, by spłacić dzisiejszy rozmach.
źródło: PAP, Bankier

