Portal dla tych,
którzy chcą dotrzeć na sam szczyt

Ponad 60 procent Polaków chce poluzowania zakazu handlu w niedziele. Eksperci ostrzegają przed skokiem kosztów

Dyskusja wokół niedzielnego handlu powraca z nową siłą. Z najnowszego badania przeprowadzonego przez instytut UCE Research we współpracy z Shopfully Poland wynika, że aż 60,5 proc. pracujących i dorosłych Polaków opowiada się za poluzowaniem obowiązujących od 2018 roku ograniczeń. Konsumenci uzasadniają swoje stanowisko chęcią uzyskania większej elastyczności w planowaniu tygodnia, uniknięciem obciążających sobotnich kolejek w hipermarketach oraz możliwością spokojniejszego zrobienia większych zakupów.

Źródło: Freepik

Eksperci zwracają jednak uwagę, że wyniki ankiety nie oznaczają bezwzględnego poparcia dla pełnego przywrócenia handlu we wszystkie niedziele w roku. Zamiast tego polski konsument poszukuje kompromisu. 27,5 proc. badanych opowiedziało się za całkowitym zniesieniem ograniczeń.

Największa grupa respondentów woli rozwiązanie pośrednie – 19 proc. ankietowanych chciałoby wprowadzenia dwóch niedziel handlowych w miesiącu, a 14 proc. wystarczyłaby jedna niedziela handlowa w miesiącu. Z kolei zwolennicy utrzymania dotychczasowych obostrzeń stanowią 16,5 proc. badanych, zaś 14,3 proc. uważa, że zasady należy jeszcze bardziej zaostrzyć (8,7 proc. nie miało wyrobionego zdania).

Ekonomiczny rachunek dla sieci i ryzyko wzrostu kosztów operacyjnych

Robert Biegaj, ekspert z Shopfully Poland i współautor badania, wskazuje, że sam fakt poluzowania przepisów nie przełożyłby się automatycznie na wyższe zyski placówek handlowych. Kluczowym wyzwaniem dla sieci handlowych byłoby ustalenie, czy otwarcie sklepów w niedziele wygenerowałoby nowy popyt, czy jedynie doprowadziłoby do rozłożenia tych samych wydatków konsumenckich na siedem zamiast na sześć dni w tygodniu.

Wprowadzenie dodatkowych dni pracy wiązałoby się bowiem z koniecznością poniesienia potężnych nakładów operacyjnych:

  • praca i kadry – wyższe koszty wynagrodzeń pracowników oraz konieczność zapewnienia obsady w dni wolne,
  • utrzymanie infrastruktury – rosnące rachunki za energię elektryczną, ogrzewanie i klimatyzację obiektów wielkopowierzchniowych,
  • logistyka i zaopatrzenie – konieczność przebudowy łańcuchów dostaw i harmonogramów dostaw towarów świeżych.

Z punktu widzenia rentowności sektora kluczowy okazałby się ostateczny wynik finansowy całego tygodnia, a nie sam jednostkowy obrót wygenerowany w niedzielę.

Koniec tanich zakupów z Azji. Od 1 listopada nowa opłata manipulacyjna za przesyłkę spoza UE

Niejednolite efekty dla dużych i małych formatów handlowych

Ewentualna deregulacja przepisów przyniosłaby zupełnie odmienne skutki dla poszczególnych graczy rynkowych. Duże sieci dyskontowe i hipermarkety posiadają rozbudowane zaplecze logistyczne pozwalające na efektywne zarządzanie dużą skalą, jednak ponoszą przy tym znaczne stałe koszty utrzymania sklepów.

Z kolei małe, osiedlowe sklepy – z których część już teraz korzysta z ustawowych wyłączeń i prowadzi sprzedaż w niedziele – mogłyby stracić dotychczasową przewagę konkurencyjną wynikającą z braku alternatyw dla konsumenta. Otwarcie dużych obiektów doprowadziłoby do nasilenia walki o ten sam strumień pieniędzy konsumenckich.

Obecnie ustawa ograniczająca handel w niedziele, która weszła w życie 1 marca 2018 roku, przewiduje zakaz handlu z wyjątkiem siedmiu niedziel w roku (ostatnie niedziele stycznia, kwietnia, czerwca i sierpnia, niedziela przed Wielkanocą oraz trzy niedziele poprzedzające Boże Narodzenie).

Regulacja zawiera katalog 32 wyłączeń przedmiotowo-podmiotowych, obejmujący m.in. stacje paliw, kwiaciarnie, apteki, cukiernie oraz placówki pocztowe wykazujące odpowiedni udział przychodów. Za złamanie zakazu grożą kary finansowe od 1 tys. zł do 100 tys. zł, a przy uporczywym naruszaniu przepisów również kara ograniczenia wolności.

Zobacz też