
Rewolucja na rynku pracy będzie kosztować 750 mln zł rocznie. Kogo dotyczy?
Wdrożenie unijnych przepisów dotyczących pracy platformowej zbliża się wielkimi krokami. Choć celem jest poprawa losu tysięcy osób pracujących przez aplikacje, rachunek za te zmiany może być wysoki.

Jak wynika z analiz Pragmatic Policy Group przytaczanych przez “Puls Biznesu”, koszt dla polskiej gospodarki może sięgnąć nawet 750 mln zł w skali roku.
Cena za stabilność
Czasu na dostosowanie krajowych przepisów nie zostało wiele – państwa UE muszą wdrożyć dyrektywę najpóźniej do grudnia 2026 roku.
Nowe regulacje uderzą przede wszystkim w model biznesowy takich gigantów jak Uber, Glovo, Wolt czy Bolt. Eksperci ostrzegają, że jeśli proces legislacyjny nie zostanie przeprowadzony z dużą precyzją, konsumenci odczują to we własnych portfelach.
Przewidywany wzrost cen usług może wynieść od 9 do 12 proc. To z kolei przełoży się na zachowania zakupowe Polaków. Glen Hodgson, założyciel i prezes think tanku Free Trade Europa, prognozuje poważne tąpnięcie w sektorze dostaw:
“Po stronie restauracji i kurierów możliwy jest spadek popytu rzędu 5-14 proc., co dla wielu firm byłoby wstrząsem. Taki spadek popytu kosztowałby sprzedawców 184–534 mln zł rocznie”.
To koniec tanich zakupów na Temu? UE wprowadza nowe cło!
Etyczny wymiar biznesu kontra koszty
Mimo pesymistycznych prognoz finansowych, zwolennicy nowych przepisów wskazują na kluczowy aspekt społeczny. Dyrektywa ma zakończyć erę pracowników “zawieszonych” w próżni prawnej – osób, które nie posiadają przywilejów etatu, a jednocześnie nie mają pełnej niezależności klasycznych freelancerów.
Zuzanna Kowalik z Instytutu Badań Strukturalnych zauważa w “Pulsie Biznesu”, że dla części rynku zmiana ta ma wymiar etyczny:
“Dla konsumentów korzyścią będzie poczucie, że osoby, które nas obsługują, nie są ofiarami patologicznych rozwiązań prawnych. Dla części konsumentów szczególnie zainteresowanych etyczną konsumpcją to realna wartość”.
Obecnie praca platformowa często wiąże się z brakiem stabilności, prawa do urlopu, chorobowego czy ubezpieczenia wypadkowego. Nowe prawo ma sprawić, że jeśli dana osoba faktycznie wykonuje obowiązki typowe dla pracownika, musi otrzymać adekwatny status, niezależnie od nazewnictwa stosowanego w umowach przez platformy.
Nie tylko dostawcy pizzy. Kogo dotyczy dyrektywa?
Choć praca platformowa kojarzy się głównie z transportem i dostawami, jej zasięg jest znacznie szerszy. Dane Eurostatu wskazują, że w samej Unii Europejskiej około 3 proc. osób w wieku produkcyjnym wykonuje zadania przez aplikacje. Oprócz kurierów, dyrektywa obejmie szeroki wachlarz profesji:
- programistów i specjalistów IT,
- tłumaczy, korepetytorów i grafików,
- osoby zajmujące się opieką, sprzątaniem i usługami zdrowotnymi,
- twórców treści internetowych i wsparcie online.
Rząd pracuje nad przepisami, Inspekcja Pracy czeka na nowe uprawnienia
W Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej trwają już prace nad wdrożeniem unijnych wytycznych. Choć gotowy projekt ustawy jeszcze nie powstał, wiadomo już, że reforma będzie wymagała głębokich zmian w systemie prawnym. Konieczna będzie nowelizacja kodeksu postępowania cywilnego oraz ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy (PIP).
Planowane jest nadanie PIP nowych kompetencji kontrolnych, które pozwolą inspektorom skutecznie weryfikować relacje łączące platformy cyfrowe z osobami wykonującymi dla nich zlecenia. Temat ten stał się już przedmiotem burzliwych dyskusji na forum Rady Dialogu Społecznego, gdzie ścierają się interesy pracodawców i związków zawodowych.
