
Stworzył kolor “nie z tego świata”. Artysta zarabia krocie na farbie
Wyobraź sobie kolor, którego nikt wcześniej nie widział. Dosłownie – nie dlatego, że był ukryty czy zapomniany, ale dlatego, że ludzkie oko nie miało szans go dostrzec. Teraz na tej barwie krocie zarabia Stuart Semple, jak to możliwe?

Wyobraź sobie kolor, którego nikt wcześniej nie widział. Dosłownie – nie dlatego, że był ukryty czy zapomniany, ale dlatego, że ludzkie oko nie miało szans go dostrzec. Właśnie taki fenomen ogłosili niedawno naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley oraz Uniwersytetu Medycznego w Waszyngtonie.
Dzięki precyzyjnym mikrolaserom, które stymulowały pojedyncze komórki w siatkówce oka, udało im się “włączyć” tylko jedną grupę receptorów – stożki M odpowiedzialne za percepcję zieleni – co w normalnych warunkach jest niemożliwe. Efektem był nowy, nieznany wcześniej odcień z pogranicza zieleni i błękitu, który nazwali Olo.
Eksperyment wymagał skanowania siatkówki i mapowania położenia poszczególnych komórek światłoczułych, po czym laser precyzyjnie trafiał w wybrane punkty, wywołując wrażenie koloru, który nie istnieje w naturze. To naukowe czary-mary nie tylko otwiera nowe drzwi dla badań nad ślepotą barw, ale również… rozpaliło wyobraźnię artystów.
Kolor dla ludzi, nie dla elit
Jednym z tych, których Olo natychmiast zainspirował, był brytyjski artysta Stuart Semple – znany buntownik świata pigmentów. Semple, który wcześniej stworzył “najczarniejszą czerń” i “najbardziej różowy róż”, postanowił “uwolnić” nowy kolor dla artystycznej społeczności. W ciągu jednej nocy – jak sam mówi – zamknął się w laboratorium i stworzył jego fizyczną wersję w postaci farby akrylowej, nazwaną przewrotnie YOLO (You Only Live Once).
Semple posłużył się spektralnymi danymi opublikowanymi przez naukowców i zaczął eksperymentować z mieszanką pigmentów oraz fluorescencyjnych rozjaśniaczy optycznych. Te ostatnie absorbują niewidzialne światło UV i przekształcają je w jasny błękit – dzięki temu materiał zyskuje niemal nadnaturalny blask. Artysta pomagał sobie spektrometrem, mierząc intensywność i precyzję barwy. Efekt? “Bardzo dziwny, świecący turkus” – jak sam opisuje.
Luksus czy prezent dla kreatywnych?
YOLO można kupić – za zawrotną cenę ok. 50 tysięcy złotych za 150 ml… lub za ok. 150 złotych, jeśli jesteś artystą. To nie żart. Semple od lat walczy z ograniczaniem dostępu do kolorów przez korporacje i indywidualnych właścicieli patentów. Jego słynny konflikt z Anishem Kapoorem, który wykupił wyłączność na pigment Vantablack, zaowocował stworzeniem “najsroższej czerni”, do której Semple zablokował dostęp właśnie Kapoorowi. W przypadku YOLO artysta deklaruje wprost: “Dołożę wszelkich starań, by farba nie trafiła w ręce kogoś, kto nie tworzy.“
W ten sposób kolor staje się nie tylko zjawiskiem estetycznym, ale także manifestem politycznym walki z “dużymi graczami”. Niektórzy wybierają specjalnie bliskość władzy, polityki czy wprost administracji publicznej, by zyskać klientów. Tak zrobił 25-letni Blake Resnick, który dzisiaj jest milionerem, o czym pisaliśmy.
Jak stworzyć coś, czego nie da się zobaczyć?
Choć Semple jest przekonany, że jego YOLO to najbliższe fizyczne odwzorowanie koloru Olo, naukowcy pozostają sceptyczni. “To niemożliwe, by idealnie odtworzyć tę barwę” – mówi prof. Austin Roorda z Berkeley. “Żaden pigment, ekran czy laser nie dorówna bezpośredniemu doświadczeniu, które daje tylko precyzyjne pobudzanie komórek oka.” Dla porównania, Roorda próbował nawet odtworzyć Olo… mieszając Midori i Blue Curaçao. “Wygląda okropnie, ale im więcej pijesz, tym bardziej wygląda jak Olo” – żartuje.
Ale Semple nie zraża się sceptycyzmem nauki. Dla niego najważniejsze jest to, że nowa barwa trafia w ręce ludzi, którzy mogą z nią coś zrobić – namalować obraz, stworzyć instalację, pobudzić emocje.
Kolor przyszłości, który rodzi pytania
YOLO to nie tylko barwa – to pytanie o granice percepcji, o to, czym jest kolor, kto ma prawo go używać i na nim zarabiać? Czy nowo odkryte odcienie powinny należeć do wszystkich? Czy tworzenie nowych barw jest sztuką a może już czystym biznesem?
W świecie, w którym kolory można patentować, a doznania wizualne programować, YOLO i Olo przypominają, że nawet tak banalna rzecz jak “nowy kolor” może być rewolucją. I że czasem wystarczy odrobina światła – dosłownie – by zobaczyć coś, czego wcześniej nie było.
źródło: The Guardian, Designboom, Dezeen

