
Ucieczka w ryczałt? Przedsiębiorcy szukają ratunku przed rosnącymi kosztami
Najnowsze dane Ministerstwa Finansów za 2026 rok nie pozostawiają złudzeń: polscy przedsiębiorcy masowo wybierają ryczałt od przychodów ewidencjonowanych. To już nie tylko kwestia prostoty rozliczeń, ale przede wszystkim chłodna kalkulacja w obliczu rosnących obciążeń. Od 2021 roku liczba “ryczałtowców” niemal się podwoiła, rosnąc z 705 tysięcy do blisko 1,3 miliona osób.

Głównym motorem napędowym tych zmian pozostają kwestie składki zdrowotnej, która dla wielu stała się ukrytym, wysokim podatkiem. Podczas gdy na podatku liniowym wynosi ona 4,9 proc. dochodu, ryczałt oferuje przewidywalne, zryczałtowane stawki, które pozwalają realnie obniżyć koszty prowadzenia biznesu.
Ryczałt deklasuje konkurencję pod względem dynamiki
Choć skala podatkowa (12 proc. i 32 proc.) wciąż pozostaje najpopularniejszą formą opodatkowania z liczbą ponad 1,57 mln podatników, to właśnie ryczałt odnotował najbardziej spektakularny wzrost.
W ciągu ostatniego roku przybyło na nim ponad 77 tysięcy przedsiębiorców (wzrost o 6,5 proc. rdr). Dla porównania, podatek liniowy wybrało jedynie niespełna 6 tysięcy nowych osób, co oznacza stabilizację tej formy na poziomie około 638 tysięcy podatników.
Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy inFakt, zwraca uwagę na fundamentalną zmianę struktury polskiego biznesu, jaka dokonała się po wprowadzeniu Polskiego Ładu.
ZUS w górę. Ile naprawdę zapłacisz i dlaczego warto pomyśleć o alternatywie!
“Jeszcze w 2021 roku, czyli przed reformą, struktura opodatkowania wyglądała inaczej – około 1163,7 tys. przedsiębiorców było na skali podatkowej, ok. 801 tys. na podatku liniowym, a ok. 705 tys. na ryczałcie”.
“Oznacza to, że w ciągu kilku lat podatek liniowy stracił ponad 160 tys. podatników, natomiast ryczałt zyskał ponad 550 tys. i stał się jedną z głównych form opodatkowania działalności. W mojej ocenie głównie za sprawą składki zdrowotnej” – ocenia ekspert.
Dlaczego lekarz płaci mniej niż adwokat?
Popularność ryczałtu obnaża jednak głębokie nielogiczności polskiego systemu podatkowego. Ustawodawca przypisał poszczególnym profesjom sztywne stawki, które często wydają się arbitralne i promują przechodzenie z etatów na kontrakty B2B, nawet w zawodach, gdzie koszty prowadzenia działalności są znikome.
Eksperci wskazują na rażące różnice w opodatkowaniu różnych grup zawodowych. Przykładowo, programiści mogą korzystać ze stawki 12 proc., a niektórzy specjaliści IT nawet 8,5 proc. Z kolei przedstawiciele handlowi, mimo korzystania z pełnej infrastruktury zapewnianej przez zleceniodawcę (samochód, biuro, paliwo), również rozliczają się stawką 8,5 proc.
“Dlaczego lekarz ma stawkę podatku 14 proc., skoro nie ma praktycznie żadnych kosztów, bo pracuje na sprzęcie szpitala, a adwokat czy doradca podatkowy 17 proc.? To pokazuje, że system jest pełen niespójności”.
“Przedstawiciele handlowi pozyskujący klientów też mają stawkę 8,5 proc. Dostają samochód od ‘pracodawcy’, kartę paliwową, biurko, wszystko, a mimo to korzystają z ryczałtu 8,5 proc.” – zauważa Piotr Juszczyk.
ZUS rośnie, a świadczenia maleją. Czy to się jeszcze opłaca?
Wybór mniejszego zła?
Obecna konstrukcja systemu podatkowego de facto wypycha część pracowników z umów w stronę samozatrudnienia. Skala podatkowa, choć jako jedyna pozwala na pełne korzystanie z ulg, przy wyższych zarobkach staje się mniej atrakcyjna niż ryczałt, który oferuje uproszczoną księgowość i stałe koszty danin.
Podatek liniowy (19 proc.) pozostaje obecnie domeną osób o wysokich dochodach, które generują znaczne koszty uzyskania przychodu i chcą zachować prawo do ich odliczania, co na ryczałcie jest niemożliwe. Jednak przy obecnej dynamice zmian, ryczałt wyrasta na fundament polskiego mikro i małego biznesu – często nie z wyboru, a z konieczności optymalizacji rosnących obciążeń składkowych.
źródło: PAP, Biznes Interia

