Portal dla tych,
którzy chcą dotrzeć na sam szczyt

Wstrzymanie uprawnień dla PIP? To “regres cywilizacyjny”

“Umowy śmieciowe to głęboki regres cywilizacyjny. Przedsiębiorcy i posłowie, którzy próbują osłabić lub zablokować obecną zmianę przepisów o PIP, cofają Polskę do realiów XIX-wiecznych” – czytamy w liście otwartym do rządu i parlamentarzystów podpisanym przez Związki Zawodowe. Ilu Polaków było zatrudnionych na umowy zlecenie w 2024 roku? Jakie konsekwencje ponoszą pracownicy z powodu bycia zatrudnionym na śmieciową umowę? Jak sytuację zatrzymania reformy PIP komentuje ekspert prawa pracy?

Źródło: Freepik

Związki zawodowe wezwały rząd oraz posłów wszystkich ugrupowań do natychmiastowego przyjęcia ustawy wzmacniającej kompetencje Państwowej Inspekcji Pracy. Zdaniem autorów apelu, bez realnych uprawnień PIP państwo pozostaje bezradne wobec skali nadużyć związanych z tzw. umowami śmieciowymi.

List otwarty do rządu i parlamentarzystów podpisali przedstawiciele kilkudziesięciu organizacji zakładowych z różnych branż, w tym handlu, przemysłu, logistyki, kultury, ochrony zdrowia i nauki.

Związkowcy zrzeszeni m.in. w Inicjatywie Pracowniczej, WZZ Sierpień 80, OPZZ Konfederacja Pracy oraz KNSZZ “Ad Rem” wezwali rząd oraz posłów wszystkich ugrupowań do natychmiastowego przyjęcia ustawy wzmacniającej kompetencje Państwowej Inspekcji Pracy (PIP).

W liście otwartym podkreślili, że obecne przepisy nie chronią skutecznie pracowników przed nadużyciami związanymi z fikcyjnymi formami zatrudnienia.

Premier blokuje, a Lewica zapowiada walkę. Co dalej z reformą PIP? Sprawdź!

Państwo jest bezradne wobec nadużyć?

Autorzy listu wskazali, że na co dzień w zakładach pracy obserwują “bezradność polskiego państwa” wobec nielegalnych praktyk stosowanych przez część pracodawców.

Jak ocenili, poprzez umowy cywilnoprawne nadużywane zamiast umów o pracę pracownicy są pozbawiani prawa do urlopu, wynagrodzenia za nadgodziny, płatnych zwolnień chorobowych oraz zabezpieczenia socjalnego.

Związkowcy zwrócili uwagę, że fikcyjne formy zatrudnienia ograniczają również wolność zrzeszania się. “W praktyce krępują działalność związkową i odbierają pracownikom realne prawo do aktywności w ramach związku zawodowego pod groźbą natychmiastowej utraty pracy” – podkreślono w apelu.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, na które powołują się autorzy listu, liczba osób pracujących na umowach zlecenia i pokrewnych przekroczyła 2,4 mln na koniec 2024 r. i w pierwszej połowie 2025 r., z czego ok. 1,5 mln osób pracuje wyłącznie na takich umowach. Zdaniem związkowców skala zjawiska wynika z braku realnych sankcji dla pracodawców łamiących prawo.

Organizacje związkowe domagają się, by inspektorzy pracy otrzymali prawo do wydawania decyzji administracyjnych o przekształceniu umów cywilnoprawnych w umowy o pracę bez konieczności oczekiwania na rozstrzygnięcie sądowe.

Reforma PIP wstrzymana. Przedsiębiorcy proponują własny projekt, dowiedz się więcej.

O co jeszcze dopominają się związkowcy?

Związki zawodowe postulują także wprowadzenie domniemania stosunku pracy oraz obowiązku zwrotu pracownikom środków uzyskanych przez pracodawców w wyniku stosowania nielegalnych form zatrudnienia.

“Umowy śmieciowe to głęboki regres cywilizacyjny. Przedsiębiorcy i posłowie, którzy próbują osłabić lub zablokować obecną zmianę przepisów o PIP, cofają Polskę do realiów XIX-wiecznych. Co gorsza, członkowie partii, którzy zwykle powołują się na proeuropejskie wartości, na czele z samym premierem Donaldem Tuskiem, dziś blokują propracownicze rozwiązania, których wymaga właśnie Unia Europejska” – czytamy w liście otwartym.

“Robią to, ryzykując nawet utratę miliardów złotych z Krajowego Planu Odbudowy przeznaczonych na odbudowę i tworzenie odporności społeczno-gospodarczej Polski w dobie kryzysów. W zamian, w imieniu miliardowych zysków nieuczciwych przedsiębiorców, politycy przeciwni reformie PIP pchają nas w kolejny głęboki kryzys” – podkreślono w liście otwartym.

Apel związków wpisuje się w trwającą debatę wokół projektu reformy PIP, przygotowanego w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Projekt przewidywał m.in. możliwość zmiany przez inspektora pracy umowy o dzieło, umowy-zlecenia lub kontraktu B2B na umowę o pracę. Na początku grudnia ubiegłego roku regulacja została przyjęta przez Stały Komitet Rady Ministrów.

Szef PIP zabiera głos w sprawie reformy: “Umowa o pracę to nie nagroda”, dowiedz się więcej.

O co chodzi z reformą PIP?

Projekt ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, nad którym prace wstrzymał premier Donald Tusk, zawiera przepisy, które już dziś de facto obowiązują, bo prawo do zamiany formy umów ma Zakład Ubezpieczeń Społecznych – powiedział ekspert prawa pracy Andrzej Radzisław.

Na początku grudnia ub.r. Stały Komitet Rady Ministrów przyjął projekt ustawy dotyczący reformy Państwowej Inspekcji Pracy, opracowany w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, kierowanym przez przedstawicielkę Nowej Lewicy Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk.

Projekt zakładał m.in. umożliwienie okręgowym inspektorom pracy przekształcania umów o dzieło, umów-zleceń czy kontraktów B2B w umowy o pracę.

Premier Donald Tusk poinformował we wtorek, że zdecydował o niekontynuowaniu prac nad tego typu reformą PIP. Uzasadniając swoją decyzję, stwierdził, że nadmierne uprawnienia dla urzędników, przewidziane w reformie, byłyby destrukcyjne dla firm i mogłyby doprowadzić do utraty pracy przez wielu ludzi.

Marszałek Sejmu i lider Nowej Lewicy Włodzimierz Czarzasty zapowiadał w środę, że jeszcze tego samego dnia porozmawia na ten temat z premierem. W czwartek poinformował jednak, że do spotkania nie doszło, choć może się ono odbyć jeszcze w tym tygodniu.

Sprawa jest o tyle istotna, że wymóg oskładkowania umów cywilnoprawnych wiąże się z jednym z tzw. kamieni milowych, od których realizacji zależy wypłata środków z Krajowego Planu Odbudowy.

Reforma PIP to milionowe straty dla IT? Krytyczny apel branży, dowiedz się więcej.

ZUS może przekształcać umowy w umowy o pracę?

Ekspert prawa pracy Andrzej Radzisław przyznał, że przepisy zawarte w spornym projekcie ustawy o PIP w praktyce już dziś obowiązują.

– Z punktu widzenia przedsiębiorców krytykujących te rozwiązania największym zagrożeniem nie jest Państwowa Inspekcja Pracy, lecz Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który już obecnie korzysta ze swoich uprawnień do przekształcania np. umów B2B w umowy o pracę – podkreślił ekspert.

Jego zdaniem wynika to z ogólnego przepisu, zgodnie z którym ZUS wydaje decyzje w zakresie podlegania ubezpieczeniom.

– Przepis ten jest interpretowany w ten sposób, że ZUS może wydać decyzję stwierdzającą, iż dana osoba podlega ubezpieczeniom jako pracownik lub zleceniobiorca, nawet wbrew woli stron łączącego je stosunku prawnego – zaznaczył Radzisław.

– Orzecznictwo sądowe poszło w tym kierunku, że uznaje się, iż ZUS de facto może kwestionować rodzaj zawartej umowy. Na przykład podczas kontroli inspektor ZUS dochodzi do wniosku, że osoba realizująca umowę o dzieło w rzeczywistości wykonuje umowę zlecenia, a więc podlega ubezpieczeniom – powiedział ekspert.

W takich sytuacjach – dodał – wola stron nie ma żadnego znaczenia. Zdarzało się bowiem, że ZUS kwestionował umowę o dzieło, twierdząc, iż w istocie jest to umowa zlecenia.

Sam wykonawca przekonywał, że mamy do czynienia z dziełem, płatnik składek potwierdzał to stanowisko, jednak ZUS podtrzymywał swoją ocenę i domagał się opłacania składek.

Sądy w takich sprawach potwierdzały stanowisko ZUS. Podobne przypadki dotyczyły również umów B2B, które także były przez ZUS kwestionowane.

Rewolucja w Małym ZUS Plus i nowe stawki. Przedsiębiorcy muszą pilnować terminów, dowiedz się więcej.

Państwowa Inspekcja Pracy ma węższe uprawnienia niż ZUS?

Wyrok w takiej sprawie – przypomniał ekspert – wydał m.in. w 2024 r. Sąd Okręgowy w Łodzi. Osoba, która zawarła umowę B2B, po pewnym czasie zakwestionowała jej charakter i złożyła skargę do Państwowej Inspekcji Pracy.

PIP ustaliła, że w istocie powinna to być umowa o pracę, jednak nie miała narzędzi, by doprowadzić do jej przekształcenia. Poinformowała natomiast ZUS, który wydał decyzję, że dana osoba podlega ubezpieczeniom jako pracownik. Decyzję tę sąd podtrzymał.

– Paradoks obowiązujących przepisów polega na tym, że organ odpowiedzialny za egzekwowanie prawa pracy, czyli Państwowa Inspekcja Pracy, ma dziś węższe uprawnienia niż ZUS – przyznał ekspert.

Projekt ustawy o PIP jest więc formą ujednolicenia prawa. Największa różnica w stosunku do obecnych przepisów polegała na tym, że w myśl projektu decyzja PIP o zmianie formy umowy miała mieć rygor natychmiastowej wykonalności, a takiego rygoru nie mają decyzję ZUS.

Z punktu widzenia przedsiębiorców takie uprawnienia PIP mogły więc nieść realne finansowe zagrożenie, bo w przypadku umowy o pracę składki płaci się od pełnego wynagrodzenia, a nie od kwoty zryczałtowanej, jak przy jednoosobowej działalności gospodarczej, występującej w przypadku B2B.

– Przy umowach o pracę podstawą jest przychód – jeśli ktoś otrzymuje 20 tys. złotych, to od tej kwoty są naliczane składki. Tymczasem przy działalności gospodarczej składki są płacone od 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia — zwrócił uwagę ekspert.

Miliony złotych odzyskane. Wnioski z kontroli PIP w 2025 roku, dowiedz się więcej.

Przymyka się oko na fikcję w formach zatrudnienia?

Uchwalenie nowych przepisów mogło więc mieć daleko idące konsekwencje, przyznał ekspert, bo dziś w wielu dziedzinach życia przymyka się oko na fikcję w formach zatrudnienia.

– Lekarze w szpitalach pracują na podstawie umów B2B, piloci latają samolotami na podstawie umów B2B, stewardessy podobnie. Dziennikarze mówią o umowach śmieciowych, a sami są zatrudniani na podstawie umów B2B – wymienił Radzisław.

Tyle że w myśl ostatniej wersji projektu, jak dodał, decyzje PIP nie miały już mieć rygoru natychmiastowej wykonalności.

Większość lekarzy nie ma etatu. PIP to zmieni? Sprawdź!

Zdaniem eksperta jednak nawet wstrzymanie projektu ustawy o PIP, co jest działaniem głównie wizerunkowym, nie zablokuje prawa ZUS do kwestionowania form prawnych umów. Zatem zawarte dziś umowy nawet po czasie będą mogły zostać przez ZUS zakwestionowane, co dla pracodawców będzie się wiązać z określonymi kosztami.

Ekspert zwrócił uwagę, że ZUS kiedyś zakwestionował nawet umowę na recenzję pracy habilitacyjnej jako umowę o dzieło, żądając zmiany na oskładkowaną umowę-zlecenie. Choć finalnie tej sprawy nie wygrał, sprawa ta pokazuje determinację Zakładu w kwestiach umów. A sądy, jak dodał, raczej przyznają rację ZUS-owi.

Do wyjątków należy wyrok Sądu Najwyższego z 2013 roku, potwierdzający, że sekretarki w sądzie mogą być zatrudnione na podstawie umowy zlecenia, choć inne sekretarki, wykonujące te same obowiązki, były zatrudnione na podstawie umowy o pracę.

Choć być może wiązało się to z faktem, przyznał ekspert, że sprawa dotyczyła samego sądu.

– Przekonanie, że temat zamiany umów jest zamknięty, jest więc przekonaniem błędnym – podkreślił Radzisław.

Zobacz też