
Fiasko rozmów w RDS. Ostateczną wysokość płacy minimalnej ustali rząd
Rada Dialogu Społecznego (RDS) nie zdołała wypracować wspólnego stanowiska w sprawie kluczowej dla milionów Polaków decyzji – poziomu minimalnego wynagrodzenia za pracę oraz minimalnej stawki godzinowej, które mają obowiązywać w 2027 roku. Czwartkowe posiedzenie plenarne, będące zwieńczeniem wielotygodniowych negocjacji, potwierdziło głęboki klincz między związkowcami, pracodawcami a stroną rządową.

Ponieważ ustawowy termin na osiągnięcie konsensusu mija 11 lipca, a szanse na kompromis ostatecznie przepadły, decyzyjną pałeczkę przejmuje teraz gabinet Donalda Tuska. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, Rada Ministrów ma czas do 15 września na samodzielne wydanie odpowiedniego rozporządzenia.
Propozycja rządowa kontra żądania związków i opór biznesu
Punktem wyjścia do dyskusji była oficjalna propozycja rządu, która zakładała dość powściągliwy wzrost świadczeń w porównaniu do skokowych podwyżek z lat ubiegłych:
- minimalne wynagrodzenie (etat) – 4950 zł brutto (wzrost o 144 zł, czyli o 3% w stosunku do poziomu z 2026 roku),
- minimalna stawka godzinowa – 32,30 zł brutto dla wybranych umów cywilnoprawnych (wzrost o 90 groszy).
Taki scenariusz okazał się nie do zaakceptowania dla strony związkowej (reprezentowanej m.in. przez OPZZ), która solidarnie przedstawiła znacznie ambitniejszą kontrpropozycję. Związkowcy domagali się podniesienia płacy zasadniczej do poziomu co najmniej 5200 zł brutto, argumentując to potrzebą ochrony siły nabywczej pracowników w obliczu wciąż odczuwalnych kosztów życia.
Rewolucja staje się faktem. Inspektorzy PIP zyskali potężną broń
Z kolei organizacje zrzeszające pracodawców kategorycznie sprzeciwiły się jakimkolwiek dalszym ustępstwom. Ich zdaniem propozycja rządu i tak stanowi maksymalny pułap, jaki polskie firmy – zwłaszcza sektor MŚP – są w stanie udźwignąć bez ryzyka redukcji etatów czy ucieczki w szarą strefę.
Nerwowa atmosfera i formalny klincz
O tym, że szanse na porozumienie od początku były iluzoryczne, otwarcie mówił Leszek Miętek, przewodniczący zespołu problemowego ds. budżetu i wynagrodzeń w RDS. Jak ujawnił, czerwcowe posiedzenia zespołu roboczego odbywały się w bardzo napiętej, wręcz nerwowej atmosferze.
Spory wpływ miał na to fakt, że kluczowe parametry zostały przedwcześnie przeniesione pod dyskusję plenarną, przez co późniejsze spotkania ekspertów miały już charakter czysto fasadowy i formalny. Brak elastyczności z każdej ze stron doprowadził do sytuacji, w której wypracowanie kompromisu stało się niemożliwe.
Co wydarzy się teraz? Rząd ma związane ręce jednym zapisem
Przekazanie decyzji w ręce Rady Ministrów nie oznacza jednak, że premier i ministrowie mają pełną, niczym nieograniczoną swobodę w dyktowaniu stawek. Ustawa o minimalnym wynagrodzeniu za pracę zawiera istotny bezpiecznik chroniący pracowników.
Ostateczne kwoty, które rząd wpisze do wrześniowego rozporządzenia, nie mogą być niższe od tych, które zostały pierwotnie przedstawione Radzie Dialogu Społecznego do negocjacji.
Warto przypomnieć, że powołana do życia w miejsce dawnej Komisji Trójstronnej Rada Dialogu Społecznego to kluczowe forum debaty w Polsce, które ma gwarantować trójstronną współpracę pracowników, pracodawców oraz administracji rządowej. Przypadek tegorocznych stawek pokazuje jednak, że w kwestiach finansowych interesy poszczególnych grup bywają niemożliwe do pogodzenia.

