Portal dla tych,
którzy chcą dotrzeć na sam szczyt

Jesteśmy na szczycie? Dlaczego po 2026 roku polską gospodarkę czeka schłodzenie

Polski wzrost gospodarczy znajduje się obecnie w idealnym punkcie równowagi – inflacja utrzymuje się pod kontrolą, stopy procentowe pozostają stabilne, a PKB rozwija się w tempie, którego zazdrości nam większość Europy. Jednak zdaniem ekspertów to nie powód do bezwartościowego optymizmu, lecz sygnał ostrzegawczy. Rok 2026 to prawdopodobnie szczyt obecnego cyklu koniunkturalnego, a każdy kolejny krok nie będzie już przyspieszeniem, lecz nieuchronnym hamowaniem.

Źródło: Freepik

“Największym ryzykiem nie jest przegrzanie, tylko to, jak szybko i przez które kanały gospodarka zacznie się chłodzić” – ostrzega Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku. Jakie paliwo właśnie kończy się w silniku naszej gospodarki i co czeka przedsiębiorców oraz konsumentów w nadchodzących latach?

Rok 2026 na podium. Optymizm, który powoli wygasa

Aktualne wskaźniki makroekonomiczne wyglądają imponująco. Analitycy mBanku prognozują, że w całym 2026 roku polska gospodarka urośnie o 3,7%. To jedna z najbardziej optymistycznych prognoz na rynku, biorąc pod uwagę, że czerwcowy konsensus rynkowy (mediana prognoz) wynosi 3,5%. Szacuje się, że drugi kwartał bieżącego roku przyniesie dynamikę zbliżoną do pierwszego, utrzymując solidne 3,5% rdr.

Problem tkwi jednak w strukturze tego wzrostu. Dotychczasowym, głównym motorem napędowym PKB była silna konsumpcja prywatna. To eldorado dobiega końca. Dynamika płac wyraźnie spowalnia, a poziom zatrudnienia w firmach w najlepszym wypadku pozostaje stabilny.

Na to nakładają się nieuchronne procesy demograficzne: starzenie się społeczeństwa, kurcząca się liczba ludności oraz naturalna zmiana preferencji wydatkowych starszych generacji, które z reguły konsumują mniej, za to chętniej oszczędzają.

Nowy nawyk Polaków

Ekonomiści zwracają uwagę na fundamentalną zmianę zachowań konsumenckich. Po okresie wysokiej inflacji Polacy zaczęli masowo odbudowywać swoje poduszki finansowe. Co ciekawe, eksperci mBanku nie wierzą, że ten nagły powrót do oszczędzania to tylko chwilowy bufor, który zaraz zostanie bezrefleksyjnie wydany w galeriach handlowych.

“Bliżej mi do interpretacji, że to po prostu coś nowego, z czego konsumenci nie będą chcieli dobrowolnie rezygnować” – wskazuje Marcin Mazurek.

Rosnący kapitał na prywatnych kontach ma jednak swoje dobre strony. Pomaga państwu finansować wysoki deficyt budżetowy, a w przyszłości może mocniej zasilić krajowy rynek kapitałowy. Pozytywną rolę odegrały tu już Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK), a rynek z dużymi nadziejami wypatruje efektów wejścia w życie Osobistych Kont Inwestycyjnych (OKI).

Schłodzenie na rynku pracy. Płace rosną wolniej od prognoz? Sprawdź!

Inwestycyjna kroplówka z Brukseli

Choć ogólny wzrost gospodarczy wygląda stabilnie, inwestycje w Polsce nadal nie zachwycają. Pierwszy kwartał przyniósł słaby, zaledwie 2-procentowy wzrost w tym obszarze, co przełożyło się na praktycznie zerowy wkład inwestycji do końcowego wyniku PKB. Eksperci uspokajają jednak, że to efekt przejściowy, wywołany m.in. czynnikami pogodowymi.

Kolejne kwartały mają przynieść wyraźne odbicie inwestycyjne, ale będzie ono napędzane niemal wyłącznie jednym czynnikiem – funduszami europejskimi.

Trzy filary rynku inwestycyjnego:

  • sektor prywatny – spodziewany jest klasyczny boom inwestycyjny stymulowany szczytową fazą absorpcji środków z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) oraz innych programów unijnych, prywatne przedsiębiorstwa naturalnie podążają za publicznym popytem i możliwością współfinansowania projektów,
  • sektor publiczny – odpowiedzialny za dotychczasowe wahania; w pierwszej części roku zaliczył wyraźne spowolnienie w obszarze tzw. twardej infrastruktury, co przełożyło się na gorsze statystyki ogólne,
  • gospodarstwa domowe – ten segment pozostaje relatywnie najsłabszy, rynek mieszkaniowy wciąż odchorowuje wcześniejsze, drastyczne podwyżki stóp procentowych, a widoczny w bankach wzrost wniosków kredytowych to w dużej mierze efekt czystego refinansowania starych zobowiązań, a nie budowy nowych nieruchomości.

Rok 2027: nieuchronne lądowanie poniżej 3%

Uzależnienie prognozowanego ożywienia inwestycyjnego od funduszy unijnych oznacza jedno: ma ono ograniczony horyzont czasowy. Gdy rzeka euro z KPO zacznie wysychać, polska gospodarka zderzy się z twardą, arytmetyczną rzeczywistością.

W efekcie wygasania dotychczasowych motorów wzrostu (hamująca konsumpcja, ograniczone czasowo inwestycje unijne oraz eksport duszony przez słabą kondycję gospodarczą strefy euro), w 2027 roku czeka nas tąpnięcie wzrostu PKB poniżej poziomu 3%.

Szansą na późniejsze odbicie mogą być nowe projekty zbrojeniowe w ramach programu SAFE, realizacja strategicznych planów energetycznych czy potencjalny udział polskich firm w odbudowie Ukrainy – o ile ten proces w ogóle się rozpocznie.

Inflacja w ryzach, stopy procentowe bez zmian

Na tle prognozowanego spowolnienia, bardzo stabilnie prezentuje się sytuacja monetarna. Inflacja weszła w fazę trwałej stabilizacji. Choć po przejściowym spadku do 3,1% (napędzanym głównie tańszą żywnością) w trzecim kwartale zobaczymy lekkie odbicie w rejon 3–3,5% rdr ze względu na powrót podatków w cenach paliw, to kluczowe wskaźniki są bezpieczne. Inflacja bazowa przestała rosnąć i zatrzymała się w okolicach 3%. Nawet niedawne zawirowania geopolityczne i konflikt w Iranie wywołały jedynie punktowe, krótkotrwałe skoki cen paliw.

W tym otoczeniu Rada Polityki Pieniężnej (RPP) przyjmie prawdopodobnie bardzo pasywną pozycję. Najbardziej realnym scenariuszem jest utrzymanie stóp procentowych na obecnym poziomie 3,75% przez wiele kolejnych kwartałów. Słabnący popyt i wolniejszy wzrost płac skutecznie blokują przestrzeń do ponownego odbicia cen, co oznacza, że próg zarówno do podwyżek, jak i obniżek stóp jest obecnie zawieszony bardzo wysoko. Lekko dodatnie stopy realne stają się nowym makroekonomicznym punktem optymalnym.

źródło: Business Insider

Zobacz też