Portal dla tych,
którzy chcą dotrzeć na sam szczyt

“Systematyczność to klucz do sukcesu w prowadzeniu biznesu i w nauce języków” – wywiad z Wiktorią Skrzypczak-Łukasiewicz

“Najważniejsze jest dla mnie widzieć postępy, które robi uczeń. Kiedy osoba, która nie potrafiła mówić nic po włosku zaczyna rozmawiać z Włochami, a później jest w stanie nawet wykłócać się, kiedy przykładowo wydadzą jej źle resztę w barze” – opowiada nam italianistka Wiktoria Skrzypczak-Łukasiewicz, założycielka marki osobistej Italianizzatrice. Z jakimi problemami mierzą się mieszkańcy południa Włoch? I jak zbudować markę osobistą od zera do ponad 27 tys. obserwujących na Instagramie? W rozmowie z nami Wiktoria opowiada o kulisach swojej działalności, stereotypach na temat Italii i wyzwaniach związanych z rozwijaniem własnej marki.

Katarzyna Piątek: Jak zrodziła się Twoja miłość do Włoch?

Wiktoria Skrzypczak-Łukasiewicz: To była niespodziewana miłość. W wieku 13 lat pojechałam na tydzień pod Neapol na wymianę ze szkoły. W zamian za to, że ja też gościłam u siebie w domu dwunastoletnią Włoszkę Rebekę, mogłam skorzystać z wymiany. Pochodzę z małej miejscowości, gdzie nie było możliwości uczyć się języków poza szkołą, więc w momencie wyjazdu nie mówiłam nic po włosku.

Na początku przeżyłam szok kulturowy, kiedy mama Rebeki zabrała mnie do auta i pędziła przez wąskie dróżki Neapolu, niemiłosiernie trąbiąc na każdym skrzyżowaniu. Pomyślałam sobie wtedy, że nie przeżyję tego, jako dziecko wsiadłam z obcą babą do samochodu i nie wiedziałam, co się dzieje, a ona szaleńczo prowadziła. Dopiero później zrozumiałam, że w Neapolu to jest normalny styl prowadzenia.

Kiedy dojechałyśmy na miejsce, poznałam Rebekę, a nazajutrz inne nowe koleżanki. Co ciekawe, one  już pierwszego wieczoru chciały wyjść razem i się poznać, ale w Polsce o godzinie 22:30 takie wyjścia dla 13-nastolatki były totalną głupotą, więc spotkałyśmy się kolejnego dnia. I te nowopoznane dziewczyny od razu zaczęły mi opowiadać o swoich problemach miłosnych. Ta otwartość Włoszek bardzo mnie urzekła. Polka nigdy by tak nie zrobiła. Ciepło i charyzma tych dziewczyn tak bardzo mnie ujęły, że przepłakałam całą drogę powrotną do domu.

Przeżyłam kolejny szok kulturowy, kiedy okazało się, że chłopcy w moim wieku nie potrafili nic powiedzieć do mnie po angielsku. Dla nas to jest nie do pomyślenia, w wieku 13 lat mamy już poziom A2-B1 i możemy komunikować się w języku angielskim na podstawowym poziomie. A tam ten język był na bardzo słabym poziomie. 

Dlatego po powrocie do Polski zaczęłam uczyć się samodzielnie języka włoskiego. Uprosiłam mamę, żeby kupiła mi pierwszy w życiu podręcznik. Mama obiecała mi też, że jak zdam egzaminy gimnazjalne, to zapisze mnie na korepetycje. W ten sposób trafiłam na zajęcia do Włocha z Sycylii, do którego dojeżdżałam 30 km raz w tygodniu. To on namówił mnie na zdanie matury z języka włoskiego i tak zaczęła się moja niegasnąca miłość do tego języka.

Katarzyna: Jak ta pasja przerodziła się w pomysł na studiowanie języka włoskiego?

Wiktoria: Miałam plan studiować aktorstwo. Zdawałam do Akademii Teatralnej w Krakowie i w Bytomiu na Wydział Taneczny. A na italianistykę złożyłam awaryjnie papiery, gdyby się nie udało. Ostatecznie cieszę się, że nie dostałam się do szkoły aktorskiej tylko na Uniwersytet Jagielloński w Krakowie na italianistykę. To było super doświadczenie! Z perspektywy czasu uważam, że to był bardzo dobry wybór i poszłabym na te studia jeszcze raz.

“Chciałam mieć nauczyciela, który pokazałby mi codzienny język włoski i postanowiłam sama się nim stać”

Katarzyna: Jakie popularne mity na temat języka włoskiego udało Ci się obalić podczas studiów?

Wiktoria: Polakom na początku włoski wydaje się prosty, dlatego że są w nim praktycznie wszystkie zgłoski i dźwięki, które mamy w języku polskim. Jest nam bardzo łatwo imitować ten język. Potrafimy tak dobrze wyuczyć się akcentu, że Włosi nie są w stanie zorientować się, że my nie jesteśmy z Włoch. Przez to wydaje nam się on dźwięczny i prosty w porównaniu do nauki np. języka chińskiego, który ma totalnie inne tony i dźwięki.

Dlatego etap nauki poziomu początkującego A1 może faktycznie być prosty. Słowa łatwo wchodzą nam do głowy ze względu na podobieństwa, dzięki którym możemy domyślić się części znaczeń. Kiedy jednak chce się już mówić na wyższych poziomach poprawnie, to moim zdaniem język włoski jest trudniejszy od nauki języka angielskiego.  

Poza tym kiedy zdałam maturę z języka włoskiego, to miałam opanowany język na poziomie B1 plus, B2. Przed rozpoczęciem studiów myślałam, że będę się nudzić na pierwszym roku. Okazało się, że filologia to tak szczegółowe zgłębianie języka, że nie miałam czasu na nic. Byłam bardzo zaskoczona.

Katarzyna: Jakie stereotypy dotyczące języka włoskiego najczęściej przewijają się na Instagramie?

Wiktoria: Często dziewczyny, które studiują filologię włoską, są pytane, czy chcą mieć męża Włocha. To popularne mylne przekonanie. To tak jakbym uczyła się języka angielskiego tylko z powodu wyjścia za mąż za Anglika. 

Istnieje też przekonanie, że nauka jakiegokolwiek języka w dorosłym życiu będzie wyglądać jak w wielu polskich szkołach. Wkuwanie słówek i gramatyki, ale zero umiejętności komunikacyjnych na co dzień. Ludzie obawiają się, że będą wkładać wysiłek w naukę i nie widzieć efektów później w codziennych sytuacjach.

Dużo osób myśli też, że wystarczy zainstalować aplikację do nauki języka i już będzie potrafiło komunikować się w języku włoskim. Najczęściej jednak uczymy się powtarzać randomowych zdań i słówek, które ostatecznie nigdy nie użyjemy we Włoszech. 

Katarzyna: Prowadzisz konto na Instagramie, gdzie uczysz codziennego języka, slangu i zwrotów, które nie znajdziemy w podręcznikach. Jak zrodził się pomysł na taki wybór tematyki?

Wiktoria: Konto na Instagramie założyłam ucząc się do sesji letniej na ostatnim roku licencjatu. Przedmiot nazywał się historia literatury włoskiej, nie znosiłam go. Jest taki mem, jeszcze tylko odkurzę pustynię i już się uczę, to właśnie było moje ówczesne nastawienie. Moją początkową definicją sukcesu było przekonanie choć dwóch osób, że w języku włoskim wszystko da się wyjaśnić.

Początki były bez żadnej strategii, po prostu chciałam nauczyć kogoś języka włoskiego i dzielić się moją pasją do Włoch. Konto z czasem rosło coraz bardziej, a ja pomyślałam, że na studiach uczyłam się języka literackiego. Razem z koleżankami ze studiów byłyśmy w stanie czytać książki po włosku, ale kiedy podchodził do nas zagadać młody Włoch, to brzmiałyśmy dość dziwnie i książkowo. Pomyślałam, że chciałabym mieć nauczyciela, który pokazałby mi jak wygląda codzienny język włoski i postanowiłam sama stać się taką osobą. Oczywiście nauka z podręczników też jest potrzebna tylko trzeba pamiętać, że ten język różni się od tego używanego w mowie potocznej.

“Łatwo powtarzać stereotypy, trudniej jest sprawdzić fakty”

Katarzyna: Jakie największe stereotypy o Włoszech możesz nam rozwiać?

Wiktoria: Dla mnie temat stereotypów jest przeciekawy i jestem zirytowana tym jak Włochy są przedstawiane. Włosi mają wyobrażenie o mieszkańcach południa Włoch, że to nieroby, na zasiłkach dla bezrobotnych, osoby, które za przeproszeniem, drapią się po jajach, takie określenie istnieje w języku włoskim.

Co więcej panuje przekonanie, że południe jest bardzo zacofane, nie ma tam dróg, a osoby stamtąd są z automatu brane za głupsze.

Z kolei kiedy osoby z poza Włoch wypowiadają się o południu Włoch, to dla nich jest to aperol, słońce i La Dolce Vita. Ludzie jadący tylko na wakacje do Włoch nie widzą tego, co tam dzieję się naprawdę. Tam jest wysokie bezrobocie, nie ma pracy, powietrze jest zanieczyszczone przez skandale związane z produkcją różnych materiałów.

Wkurza mnie, że Polacy bywają takimi ignorantami, nie chcą poznać tej drugiej strony południa Włoch, wolą wierzyć w bajkę, którą jeszcze podtrzymuje popkultura filmami o romansach z bogatymi, przystojnymi Włochami. Nam się tylko wydaje, że jesteśmy identycznymi kulturami. Relacje z Włochami to relacje międzynarodowe i trzeba o tym pamiętać, być bardziej świadomym problemów, jakie tam istnieją. 

Jest też stereotyp o tym, że Włosi to maminsynkowie. A dlaczego oni mieszkają z rodzicami? Nie mogą sobie pozwolić na kredyt na mieszkanie, bo nie mają pracy. Młodzi mężczyźni po studiach mają oferty staży za 800 euro w Rzymie, gdzie pracuje się 7 dni w tygodniu po 10 godzin. Za takie pieniądze ciężko byłoby nawet wynająć pokój, więc nie ma się co dziwić, że oni nie mogą się usamodzielnić. Dlatego tak wiele osób wybiera zostanie u rodziców, żeby móc odłożyć pieniądze. Łatwo powtarzać stereotypy, jednak trudniej jest sprawdzić fakty. A wystarczyłoby na przykład czytać włoskie dzienniki.

Katarzyna: Jak ludzie reagują na Twoje treści?

Wiktoria: Część osób jest świadoma jak to wygląda i cieszy się, że ktoś wreszcie mówi o tym na głos. Jest też lawina komentarzy, które mówią, że to nieprawda. Jednak nie przejmuję się nimi, bo takie osoby nie planują też być moimi klientami.

Katarzyna: Pokazujesz, że Włosi kochają sarkazm i ironię. 

Wiktoria: Rzym i okolice są najbardziej sarkastyczne. Oczywiście mówienie, że wszyscy Włosi są sarkastyczni byłoby nieprawdą. Ta cecha akurat bardzo przypadła mi do gustu, sama lubię używać sarkazmu, dlatego na profilu publikuję wyrażenia i słowa, które faktycznie używam w rozmowach z włoskimi przyjaciółmi. 

Katarzyna: Jak się czujesz obecnie w komunikacji z Włochami i Włoszkami? 

Wiktoria: Kiedy ktoś mówi do mnie w tzw. italiano standard, to na moim poziomie już nie ma żadnych problemów z rozumieniem się. Jednak we Włoszech jest bardzo dużo dialektów i tutaj już nie wszystko bym zrozumiała. Przykładowo dialekt lombardzki z okolic Mediolanu jest dla mnie zupełnie niezrozumiały, jest on zbudowany na innym języku niż włoski. Niektóre dialekty zostały nawet nazwane mianem języka jak na przykład neapolitański. 

Na Sycylii w domu każdy mówi po sycylijsku bez względu na wiek. Młodzi ludzie wychodząc do szkoły czy na uniwersytet korzystają z italiano standard, a w domu rozmawiają po sycylijsku. Z kolei starsze osoby, które nie ukończyły szkół nie mówią nic w italiano standard. Takie osoby mają problemy, kiedy chcą coś załatwić np. w urzędzie potrzebują wsparcia wnuczków, którzy tłumaczą im język włoski na dialekt. 

Był taki program emitowany w publicznej telewizji, gdzie Alberto Manzi uczył dorosłe osoby pisać i czytać od podstaw. Program nazywał się Neumaitropotardia, czyli nigdy nie jest za późno. To pokazuje skalę tego jak dialekty są ważne dla Włochów.

Młodzi używają dialektu również w sytuacjach bardzo emocjonalnych, bo wtedy właśnie do głosu dochodzi Twój pierwszy język, język natywny.

Jeśli w domu nauczyłaś się, że mama do Ciebie mówiła po sycylijsku, to jak Cię coś wkurzy, też mówisz po sycylijsku. Tak samo jest np. w Neapolu czy też w innych częściach Włoch. 

“Języka włoskiego warto uczyć się dla pasji”

Katarzyna: Co jest dla Ciebie najważniejsze w procesie nauczania języka włoskiego?

Wiktoria: Najważniejsze jest dla mnie widzieć postępy, które robi uczeń. Kiedy osoba, która nie potrafiła mówić nic po włosku zaczyna rozmawiać z Włochami, następnie dyskutować z nimi, a później jest w stanie nawet wykłócać się, kiedy przykładowo wydadzą jej źle resztę w barze.

Obserwowanie tak dużych postępów jest najbardziej satysfakcjonujące w tej pracy. Oczywiście cudów nie ma, to jest bardzo ciężka praca i lata nauki.

Katarzyna: Dlaczego warto nauczyć się języka włoskiego?

Wiktoria: Języka włoskiego warto uczyć się dla pasji. Nie powiesz o nim jak o portugalskim, że będziesz porozumiewać się nim w więcej niż siedmiu krajach. To też nie jest to samo, co angielski, w którym mówi globalnie duża część społeczeństwa. Jeśli jednak znasz włoski, to dogadasz się z Włochami, bo oni zazwyczaj nie mówią po angielsku. 

Katarzyna: Prowadzisz też sesje mentoringowe, w jaki sposób one pomagają Twoim klientom?

Wiktoria: Ściągnęłam to od mojego męża, który prowadzi mentoring z innego zakresu. Pomyślałam sobie – kurczę, a gdyby tak zrobić mentoring z języka włoskiego? Są osoby, które uwielbiają uczyć się same, rozwiązywać samodzielnie w domu zadania i potrzebują tylko mentora, który ich w tym poprowadzi i wskaże, co mają robić. 

Niektóre osoby introwertyczne również nie chcą lekcji jeden na jeden. Poza tym to świetne rozwiązanie dla osób, które uczą się w konkretnym celu jak na przykład przygotowanie do egzaminu. Kiedy nauczyciel wyjaśni zagadnienia, to reszta odpowiedzialności za naukę i sukces jest już w rękach ucznia w wypadku egzaminów. Nauczyciel jest potrzebny do sprawdzenia zadań, wyjaśnienia zagadnień czy pomocy w zrozumieniu czegoś, dlatego mentoring świetnie się wtedy sprawdzi. 

Katarzyna: Jakie są największe sukcesy Twoich klientów?

Wiktoria: Największym sukcesem jest regularne dowiadywanie się, że kolejna moja uczennica została nauczycielką. Ja sobie dosłownie hoduję konkurencję. Jak widzę w uczniu ambicję, to ciśniemy tę naukę i w konsekwencji osoba ma taki poziom języka włoskiego, że sama zaczyna uczyć innych. 

Kolejne sukcesy to zdane egzaminy studentek italianistyki, które przychodzą do mnie, bo nie wytłumaczono im dobrze jakichś zagadnień. 

Oprócz tego kocham ludzi uczących się od zera, ponieważ u nich bardzo szybko widać progres. W wyższych grupach też widać postępy, ale wymagają one już więcej czasu.

Kolejny sukces to uczniowie, którzy nie mają w ogóle czasu na naukę poza lekcjami, poświęcają godzinę tygodniowo, a następnie jadą do Włoch i rozmawiają po włosku. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła robić coś innego niż uczyć tego języka!

Katarzyna: Prowadzisz własną działalność poprzez Fundację Twój StartUP. W jaki sposób to wspiera Twój biznes?

Wiktoria: Przede wszystkim mam tutaj załatwiane sprawy związane z księgowością, ja już nie muszę się tym przejmować. Mam też poczucie, że mogę się rozwijać, mieć konsultacje, ponieważ w tym biznesie bardzo często jesteśmy sami i nie mamy z kim zderzyć pomysłów, a w Fundacji są osoby, które mogą ze mną o tym porozmawiać oraz pomóc zweryfikować, czy idę w dobrą stronę.

“Sekretem jest systematyczność i robienie powtarzalnych czynności bez względu na nastrój czy ochotę”

Katarzyna: Twoje konto na Instagramie ma już ponad 27 tys. obserwujących. Z jakimi wyzwaniami spotkałaś się podczas budowania marki osobistej? 

Wiktoria: Sukces w prowadzeniu konta na Instagramie wymaga czasu Najważniejsza jest systematyczność, prowadzę konto już szósty rok. To jest jednak długa, żmudna droga i trzeba być systematycznym.

Trudnym zjawiskiem jest też ściąganie pomysłów z mojego profilu. Kiedy wkładasz dużo czasu w nowe pomysły i wymyślanie trendów, a następnie ktoś po prostu wejdzie na Twoje konto i to ściągnie, to jest to przykre.

Katarzyna: Miałaś na początku blokady przed nagrywaniem rolek? 

Wiktoria: Wstawiam bardzo mało rolek, bo nienawidzę tego robić. U mnie stosunek postów do rolek to 80% – 90% do 10%.

Nie cierpię się nagrywać, ale czasem po prostu trzeba pokazać twarz, żeby ludzie widzieli z kim mają doczynienia. Planuję rolki i po prostu je robię, nie ma zmiłuj. 

Jednocześnie wydaje mi się, że kręcenie rolek w celu zasięgów to mit, ponieważ żadna moja rolka nie przyniosła mi takich zasięgów jak posty czy karuzele.

Róbcie angażujące karuzele, to może przynieść większe zasięgi niż rolki. 

Katarzyna: Czy da się dziś zbudować dochodowy biznes edukacyjny wokół jednej konkretnej specjalizacji? 

Wiktoria: Jeśli skończyłaś jedne studia i chcesz zrobić z tego biznes, to może się to nie udać, bo nie masz pojęcia o marketingu.

Ja nie skończyłam tylko italianistyki, studiowałam również marketing. To mi bardzo dużo dało, pomogło zbudować zasięgi i liczbę obserwujących na koncie, ponieważ zrozumiałam działające mechanizmy marketingowe i je wdrożyłam. 

Jeśli uważasz, że robisz coś dobrego i chcesz to sprzedać na Instagramie, to naucz się, czym jest marketing. Oczywiście da się zbudować biznes tylko na jednej konkretnej specjalizacji, ale trzeba przy tym posiadać wiedzę z różnych dziedzin. W innym wypadku możesz być świetnym specjalistą i mieć mniej klientów niż osoba przeciętna w twoim fachu, ale z większą wiedzą o tym, dlaczego ludzie kupują. 

Katarzyna: Co było największym momentem zwątpienia na tej drodze – i co sprawiło, że mimo wszystko nie zrezygnowałaś? 

Wiktoria: Miałam trzy i dwa lata temu takie myśli, że rzucam wszystko i idę na ciepłą posadkę w korpo. Pomogła mi odpowiedź na pytanie, czy chcę wstawać o szóstej rano? Jak zakładałam własny biznes najważniejszą motywacją był dla mnie brak budzika o 6 rano.

Oczywiście ciepła posadka i stabilizacja to ogromny plus, lecz poza tym widzę dużo minusów pracy w korpo, w takiej pracy nie czuje się wolności. Dodatkowo spędzasz bardzo dużo czasu w pracy, 8 godzin, do tego godzina lub dwie na dojazdy to masz 10 godzin wyjęte z życia. A później ludzie mi się pytają, skąd mam czas na robienie tylu rzeczy, na swoje pasje, taniec itd. Cóż, nie pracuję 8 godzin, tylko 5-6 godzin, a resztę dnia mam dla siebie.

Katarzyna: Jakie cechy osobowości doprowadziły Cię do miejsca, że miałaś odwagę założyć własny biznes, nie poddać się i go kontynuować?

Wiktoria: Moim zdaniem nie ma tutaj wielkich cudów czy odkryć, systematyczność to klucz do sukcesu nie tylko w prowadzeniu biznesu, ale też w nauce języków. 

Sekretem jest systematyczność i robienie powtarzalnych czynności bez względu na nastrój czy ochotę. Moim zdaniem właśnie takie osoby wygrywają maratony, budują wielkie biznesy, odnoszą ogromne sukcesy czy stają się sławne.

Więcej informacji o projektach Wiktorii Skrzypczak-Łukasiewicz można znaleźć na stronie, Instagramie i caffetiamo.

Zobacz też