
Fiskus dociska “spalinówki”. Nowe limity amortyzacji uderzają w przedsiębiorców
Od 2026 roku przedsiębiorcy muszą mierzyć się z nowymi, rygorystycznymi limitami rozliczania samochodów firmowych. Zmiany, będące efektem dostosowania polskiego prawa do unijnych wymogów klimatycznych, w praktyce oznaczają jedno: jazda autem spalinowym w biznesie stała się znacznie droższa.

Kluczowym kryterium przy ustalaniu korzyści podatkowych jest teraz emisja CO2. System został skonstruowany tak, aby promować napędy elektryczne i wodorowe, jednocześnie nakładając finansowe sankcje na tradycyjne silniki benzynowe i Diesla.
Nowe progi amortyzacji: kto straci najwięcej?
Zgodnie z nowymi przepisami, kwota, którą przedsiębiorca może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu, zależy od tego, co znajduje się pod maską pojazdu.
- 225 tys. zł – limit zarezerwowany wyłącznie dla aut elektrycznych i wodorowych.
- 150 tys. zł – limit dla pojazdów o emisji poniżej 50 g CO2/km (głównie nowoczesne hybrydy typu plug-in).
- 100 tys. zł – limit dla wszystkich pozostałych aut, w tym klasycznych hybryd oraz silników spalinowych.
Dla wielu firm oznacza to drastyczny spadek opłacalności zakupu popularnych modeli. O ile auta wprowadzone do ewidencji przed końcem 2025 roku zachowują “stare” przywileje, o tyle nowe umowy leasingu czy wynajmu zawarte od 2026 roku podlegają już nowym, gorszym proporcjom.
Era jawności płac. Falkowski: “Czeka nas ostra jazda, ale rynek na tym zyska”?
Realny koszt zmian
Skutki nowych regulacji najlepiej obrazują liczby. Jak wyliczył serwis Dziennik.pl na przykładzie popularnego modelu Hyundai Tucson 1.6 HEV o wartości około 161 tys. zł brutto, różnica w portfelu przedsiębiorcy jest kolosalna.
W starym systemie przedsiębiorca korzystający z leasingu przez pięć lat mógł liczyć na oszczędność podatkową rzędu 35 tys. zł. W nowej rzeczywistości prawno-podatkowej kwota ta spada do niespełna 24 tys. zł. Oznacza to stratę ponad 11 tys. zł na jednym samochodzie średniej klasy.
“Przepisy oderwane od realiów rynkowych”
Środowisko doradców podatkowych nie szczędzi krytyki nowym rozwiązaniom. Głównym zarzutem jest brak waloryzacji limitów w obliczu gwałtownego wzrostu cen samochodów, który obserwujemy od lat.
“Od 2021 r. ceny aut poszybowały w górę, a limity od 2017 r. pozostają niezmienione. Zamiast je waloryzować, planuje się obniżenie. To kompletnie oderwane od realiów” – ocenia Piotr Juszczyk, doradca podatkowy inFakt.
Sytuację komplikuje dodatkowo sposób wyliczania proporcji podatkowej przy użytkowaniu mieszanym (prywatno-biznesowym). W takim przypadku cena samochodu brana do obliczeń to kwota netto powiększona o połowę podatku VAT, co jeszcze szybciej “konsumuje” i tak już obniżone limity.
Ceny gazu w Europie w górę. Rynek reaguje na wypowiedź Trumpa!
Biznes przed trudnym wyborem
Choć intencją ustawodawcy jest wymuszenie przesiadki na „elektryki”, eksperci ostrzegają, że dla wielu firm rachunek ekonomiczny nadal będzie przemawiał za autami spalinowymi – mimo wyższych podatków.
Brak odpowiedniej infrastruktury ładowania czy specyfika transportu sprawiają, że ekologiczna transformacja floty jest dla części przedsiębiorców po prostu nieosiągalna. W efekcie nowe przepisy mogą stać się jedynie dodatkowym obciążeniem fiskalnym, a nie realnym bodźcem do zmian.
źródło: Business Insider

