
Koniec naiwności w biznesie? Państwa coraz mocniej prześwietlają zagraniczne inwestycje
Czas, w którym globalny przepływ kapitału odbywał się bez żadnych pytań o intencje inwestorów, bezpowrotnie mija. Bezpieczeństwo narodowe stało się jednym z kluczowych kryteriów przy ocenie bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Jak wynika z analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE), rządy na całym świecie masowo wdrażają procedury tak zwanego screeningu, czyli szczegółowego prześwietlania zagranicznych transakcji pod kątem potencjalnych zagrożeń.

Jeszcze dziewięć lat temu, w 2016 roku, specjalne mechanizmy kontroli inwestycji funkcjonowały w zaledwie 21 państwach. Do 2025 roku liczba ta wzrosła ponaddwukrotnie – dziś bezpieczeństwo transakcji bada już 52 gospodarki. To dobitny dowód na to, że rządy przestały patrzeć na zagraniczny kapitał wyłącznie przez pryzmat korzyści ekonomicznych, a zaczęły dostrzegać związane z nim ryzyka geopolityczne.
O sile tego trendu najlepiej świadczy fakt, że w samym 2025 roku nowe regulacje dotyczące screeningu stanowiły niemal 40 procent wszystkich wprowadzonych na świecie obostrzeń uderzających w zagranicznych inwestorów. Co znamienne, za wszystkie te zaostrzenia odpowiadały wyłącznie gospodarki rozwinięte.
Od blokad po prawo pierwokupu. Jak rządy kontrolują kapitał
Wprowadzane na świecie zmiany legislacyjne koncentrowały się wokół trzech głównych celów: tworzenia zupełnie nowych barier ochronnych, rozszerzania już istniejących kontroli oraz dawania państwom większych uprawnień władczych.
Zupełnie nowe systemy weryfikacji kapitału pojawiły się między innymi w Albanii, Chorwacji, Grecji, Irlandii, Szwajcarii oraz na Cyprze. Inne kraje postanowiły uszczelnić dotychczasowe przepisy. Przykładowo Czechy i Mołdawia rozszerzyły listę branż podlegających kontroli, natomiast rządy w Australii, Kanadzie, Japonii i Korei Południowej znacznie zaostrzyły nadzór nad sektorami technologicznymi i kluczowymi gałęziami przemysłu uznawanymi za wrażliwe.
Na bardzo ciekawy krok zdecydowały się Węgry. Tamtejsze władze przyznały państwu prawo pierwokupu. Oznacza to, że jeśli transakcja zablokowanego inwestora zagranicznego zostanie uznana za niebezpieczną, węgierski rząd może przejąć kupowany podmiot na takich samych warunkach finansowych, jakie proponował niedoszły nabywca.
Inflacyjny powrót do celu. GUS potwierdza: ceny w czerwcu mocno w dół
Strach ma wielkie oczy? Blokady to rzadkość
Mimo że rządy budują coraz wyższe mury ochronne wokół swoich rynków, to rzeczywisty odsetek odrzucanych transakcji pozostaje bardzo niski. Wycofanie kapitału lub całkowite zablokowanie fuzji to absolutna ostateczność.
Z analizy 9503 spraw poddanych kontroli w 22 wybranych państwach wynika, że całkowitym wetem urzędników zakończyło się zaledwie 60 transakcji, co stanowi skromne 0,6 procent wszystkich przypadków. Znacznie częściej, bo przy 221 umowach, rządy decydowały się na zatwierdzenie warunkowe lub nakazywały inwestorom modyfikację planów.
Nawet w przypadku spraw skierowanych do najbardziej szczegółowej, pogłębionej kontroli (łącznie 1259 spraw), odsetek zablokowanych inwestycji wyniósł jedynie 4,8 procent, podczas gdy 17,6 procent transakcji zostało zmodyfikowanych.
“Screening znacznie częściej prowadził zatem do modyfikacji transakcji lub nałożenia dodatkowych warunków niż do ich zablokowania. Ten ogólny obraz nie musi jednak odpowiadać praktyce każdego państwa. W Unii Europejskiej ostateczne decyzje pozostają w gestii władz krajowych, a mechanizmy screeningu różnią się zakresem i restrykcyjnością” – zauważają eksperci PIE.
Polski bat na inwestorów spoza bezpiecznej strefy
Polska również wpisuje się w ten globalny trend bezpieczeństwa. Przepisy, które wprowadzono u nas tymczasowo w okresie pandemii w celu ochrony osłabionych polskich przedsiębiorstw przed wrogim przejęciem, zostały w 2025 roku utrzymane na stałe.
400 mln zł na technologie podwójnego zastosowania. Rusza nowy program BGK
Nasze krajowe sito kontrolne jest wycelowane przede wszystkim w podmioty spoza Unii Europejskiej, Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz OECD. Nadzorem objęte są transakcje dotyczące firm posiadających strategiczne znaczenie – w tym spółek giełdowych, zarządców infrastruktury krytycznej czy podmiotów z kluczowych sektorów gospodarki, o ile ich roczne przychody w Polsce przekraczają próg 10 milionów euro.
W praktyce system ten działa u nas płynnie i nie paraliżuje biznesu. W ubiegłym roku polskie urzędy zweryfikowały na tej podstawie cztery transakcje. Choć wszystkie z nich wymagały przeprowadzenia procedury pogłębionej, to ostatecznie żadna nie została zablokowana, a trzy z nich uzyskały pełną, bezwarunkową zgodę urzędników.

