Portal dla tych,
którzy chcą dotrzeć na sam szczyt

Kryzys demograficzny w rozkwicie. Rząd unika problemu?

Rządzący nagminnie pomijają ocenę wpływu projektów ustaw na demografię. “Jeśli kratkę z napisem “demografia” zostawią pustą, nikt nie będzie im zadawał trudnych pytań” – skomentował dla “Rzeczpospolitej” ekspert od demografii Mateusz Łakomy. Kryzys demograficzny pogłębia się w Polsce, a szacunkowe prognozy, co do liczby Polaków w przyszłości są szokujące. Co trzeba wiedzieć?

Źródło: Freepik

Mimo pogłębiającego się kryzysu demograficznego rządzący nie próbują szacować, czy powstające projekty ustaw mają wpływ na dzietność – pisze “Rzeczpospolita”.

“Rz” przypomina, że do każdego projektu powstającego w rządzie dołączana jest obowiązkowo ocena skutków regulacji. W punkcie “wpływ na pozostałe obszary” tego dokumentu jest osiem opcji, które można zaznaczyć, wśród nich “demografia”. Poniżej jest pole do opisania tego wpływu.

“I legislatorzy rządowi nagminnie nie wypełniają tego pola, choć Polska znajduje się w coraz trudniejszej sytuacji demograficznej” – stwierdza gazeta.

Polaków nie stać na dzieci? Koszt wychowania to setki tysięcy złotych, dowiedz się więcej.

Nawet ustawy istotne dla demografii są pomijane w ocenie?

Przypomina, że “kratki z napisem “demografia” legislatorzy nie zaznaczyli w przypadku projektów o statusie osoby najbliższej (nowej wersji związków partnerskich) czy o reformie PIP.

Choć zdaniem wielu ekspertów obszary formalizowania związków i rynku pracy są kluczowe dla decyzji prokreacyjnych. W przeszłości oceny wpływu na demografię nie oszacowano nawet w projektach o “babciowym” czy o “kredycie 0 proc”.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, odpowiedzialne za reformę PIP, potwierdziło w odpowiedzi na pytania “Rzeczpospolitej”, że “reforma pośrednio wspiera bezpieczeństwo rodzin i obywateli, a w konsekwencji demografię”.

Resort nie odpowiedział na pytanie, dlaczego nie napisał o tym w ocenie skutków regulacji, ale zapewnił, że “do wyzwań demograficznych podchodzi w sposób holistyczny”, dodając, że funkcjonuje w nim “Rada ds. Polityki Rodzinnej i Demograficznej, a działania w tym obszarze są koordynowane również w formule międzyresortowej”.

Ekspert od demografii Mateusz Łakomy skomentował dla “Rz”, że legislatorzy nie szacują wpływu na dzietność, by nie robić sobie kłopotów: “Jeśli kratkę z napisem “demografia” zostawią pustą, nikt nie będzie im zadawał trudnych pytań”.

Prowadzą firmy, pracują na etat i wychowują dzieci. Jak im to idzie? Sprawdź!

Prognozy liczby Polaków są szokujące?

Gazeta cytuje dane GUS, według których w listopadzie ubiegłego roku urodziło się 17 tys. dzieci, a zmarło 30,5 tys. osób, zaś skumulowana liczba urodzeń za ostatnie 12 miesięcy po raz pierwszy spadła poniżej 240 tys. Taki scenariusz GUS prognozował dopiero na 2031 rok i to w najgorszej prognozie.

Współczynnik dzietności za 2024 rok wyniósł zaledwie 1,099, a wstawienie go do modeli matematycznych prowadzi do szokujących wniosków, że w 2100 roku Polaków będzie 11,2 mln, a w 2200 roku… 1,1 mln.

Z najnowszych danych GUS wynika, że liczba ludności Polski na koniec 2025 roku spadła o 157 tys. rdr do 37,332 mln.

Stopa ubytku rzeczywistego wyniosła minus 0,42 proc., co oznacza, że na każde 10 tys. ludności ubyło ok. 42 osoby (wobec 39 osób w 2024 r.).

W 2025 r. liczba urodzeń była o ok. 168 tys. niższa od liczby zgonów. Współczynnik przyrostu naturalnego (na 1000 ludności) wyniósł minus 4,5 (wobec minus 4,2 rok wcześniej).

Statystycznie jesteśmy coraz bogatsi. Jak odczuwają to Polacy? Sprawdź!

Liczba dzieci spada, a emerytów rośnie

W końcu 2025 r. liczba ludności w wieku 0–17 lat wyniosła 6,6 mln, tj. była o ok. 140 tys. mniejsza niż w końcu poprzedniego roku. W porównaniu z 2000 r. zmniejszyła się o 2,7 mln osób. Grupa ta stanowiła 17,7 proc. ludności ogółem wobec 18,0 proc. w 2024 r. i 24,4 proc. w 2000 r.

W końcu 2025 r. w wieku produkcyjnym było 21,7 mln osób (tj. o ok. 128 tys. mniej niż przed rokiem), które stanowiły 58,1 proc. ludności ogółem (wobec 58,2 proc. w 2024 r. i 60,8 proc. w 2000 r.).

Od lat nieprzerwanie rośnie liczba i odsetek osób w wieku poprodukcyjnym. Według wstępnych danych w końcu 2025 r. liczba ludności w tym wieku wyniosła 9 mln osób, a jej udział w ogólnej populacji wzrósł do 24,2 proc. (z 23,8 proc. w 2024 r. oraz 14,8 proc. w 2000 r.).

Polska stoi przed wyzwaniem. Brakuje rąk do pracy? Sprawdź!

Brak stabilnej pracy dla młodych osób?

Wcześniej pisaliśmy na 26.piętrze, że demograf Mateusz Łakomy wskazuje, że przyczyną może być malejąca liczba par żyjących w stałych związkach. Innym problemem jest sytuacja na rynku pracy i brak stabilności, a tym samym poczucia bezpieczeństwa dla młodych osób z racji tymczasowych umów.

“Tu trzeba powiedzieć przede wszystkim o patologicznej w Polsce niedostępności stabilnej pracy dla młodych dorosłych w wieku od 20 do 30 lat. Skala powtarzających się umów na czas określony wyróżnia nas in minus w całej Europie, w tym w Europie Środkowo – Wschodniej” – zaznacza demograf Łakomy.

Obecnie informacje o spadającej liczbie nowych miejsc pracymasowych zwolnieniach grupowych i rosnącym bezrobociu w Polsce z pewnością również nie są pozytywnymi sygnałami z polskiego rynku pracy dla osób planujących dzieci.

Zobacz też