Portal dla tych,
którzy chcą dotrzeć na sam szczyt

Rewolucja AI w Polsce nabiera tempa. Co piąta firma korzysta z narzędzi

Prawie 40 proc. polskiego społeczeństwa korzysta ze sztucznej inteligencji, natomiast wśród przedsiębiorstw odsetek ten sięga 18 proc. Dyfuzja technologiczna ewidentnie przyspiesza – informuje „Puls Biznesu”. Jak zdaniem ekonomistów przebiega tempo rozwoju nowych technologii?

Źródło: Freepik

Każdy ma świadomość, jak ogromny wpływ na naszą cywilizację ma internet. Przykłady tego, jak rewolucjonizował nasze życie, można mnożyć. Dziś dostęp do tej technologii ma prawie 97 proc. mieszkańców Polski. A jak będzie ze sztuczną inteligencją? – pyta gazeta.

Dyfuzja tej technologii wyraźnie przyspiesza w kraju i na świecie. Jeszcze w 2023 r., gdy ta innowacja raczkowała, zaledwie 3,7 proc. polskich firm korzystało z AI, ale w 2026 wskaźnik osiągnął 17,8 proc. W poprzednim roku było to 8,7 proc. Wśród gospodarstw domowych odsetek wynosi teraz 39,8 proc. wobec 22,7 proc. w 2025 r.

Według modelu, opracowanego przez „PB” na podstawie danych GUS, w 2031 r., a więc za pięć lat, ponad 50 proc. firm może już korzystać ze sztucznej inteligencji. Poziom 80 proc. może zostać przekroczony w 2035 r.

Sztuczna inteligencja zjada własny ogon. Biurokracja i regulacje znoszą zyski z wdrażania AI!

Tempo rozwoju technologii jest zbyt szybkie?

Czy szybkie tempo rozprzestrzeniania się technologii AI jest w ogóle pożądane? Większość ekonomistów odpowiedziałaby, że tak. Być może obecna rewolucja technologiczna nie podnosi jeszcze istotnie produktywności pracy i dobrobytu społeczeństw, ale za pięć czy dziesięć lat możemy żyć już w zupełnie innej rzeczywistości, w której państwa najszybciej oswajające się z technologią rozwijają się najszybciej, a społeczeństwa i firmy są tego beneficjentami – przekonuje gazeta.

Odmiennego zdania jest prof. Jakub Growiec, ekonomista SGH i doradca ekonomiczny w Departamencie Analiz Ekonomicznych NBP. W jego opinii tempo rozwoju technologicznego jest dla ludzi zbyt szybkie i nie jesteśmy w stanie tego wszystkiego  ogarnąć. Twierdzi, że potężne przyspieszenie wydajności i szybkiego wzrostu gospodarczego wymaga oddania kontroli nad podejmowaniem decyzji w ręce maszyn, a to jest prosta droga do samozagłady – pisze „PB”. 

Co piąty Polak wierzy, że AI może zastąpić relacje. Jak samotność wpływa na satysfakcję z pracy? Sprawdź!

Polacy widzą zagrożenie w AI dla gospodarki, ale nie dla siebie

Wcześniej pisaliśmy na 26.piętrze, że z wyliczeń podanych przez Personnel Service wynika, że cyfrowa transformacja miejsc pracy w Polsce nie dotknie każdego. 6,87 mln osób, czyli 40% polskiego rynku pracy, prawdopodobnie nie odczuje znaczącego wpływu technologii na swoją pracę. Z kolei 4,64 mln osób (27%) może skorzystać na cyfrowej transformacji. To prawie co trzeci pracownik. Jednocześnie potencjalna redukcja stanowisk może objąć nawet 5,5 mln osób, czyli 32% zatrudnienia w Polsce.

26% badanych Polaków wskazuje AI jako największe zagrożenie dla miejsc pracy – czytamy w nowym raporcie „Barometr Polskiego Rynku Pracy” opublikowanym przez Personnel Service. Jednocześnie 60% badanych osób nie było na żadnym szkoleniu zawodowym w ciągu ostatniego roku. Nie ma się, co dziwić, skoro jedynie 17% Polaków obawia się, że ich zawód będzie niepotrzebny w ciągu najbliższych pięciu lat.

Z jednej strony Polacy są świadomi zmian, z drugiej strony nie odnoszą ich do siebie. Krzysztof Inglot, założyciel Personnel Service i ekspert rynku pracy wyjaśnia, jakie konsekwencje mogą wiązać się z takim myśleniem.

“Polacy trafnie rozpoznają siłę, która przebudowuje rynek pracy – co czwarty pracujący wskazuje na sztuczną inteligencję i automatyzację. Kłopot polega na tym, że tę diagnozę stawiają dla gospodarki, a nie dla siebie. Zaledwie 17% obawia się o własny zawód. To nie jest optymizm, tylko odroczenie decyzji” – mówi Krzysztof Inglot w komentarzu do danych z raportu.

“Przekwalifikowanie zaczęte, gdy jeszcze się pracuje, trwa kilkanaście miesięcy i jest wykonalne – finansuje je bieżące wynagrodzenie, a ryzyko jest rozłożone. Przekwalifikowanie zaczęte po utracie pracy odbywa się bez dochodu, pod presją czasu i najczęściej kończy się przyjęciem posady poniżej kwalifikacji” – podkreśla Inglot.

Zobacz też