
To nie cecha osobowości? Nowe spojrzenie na pracoholizm Polaków
Przez lata uważano, że w pracoholizm wpędzają nas głównie własne cechy – wysoki poziom neurotyzmu czy dążenie do perfekcji. Najnowsze analizy dowodzą jednak, że kluczową rolę odgrywa tu kultura organizacyjna firmy i postawa kadry zarządzającej. Tymczasem Polacy wciąż pozostają w ścisłej czołówce najdłużej pracujących narodów w Unii Europejskiej.

Choć oficjalne klasyfikacje medyczne nie ujmują jeszcze pracoholizmu jako odrębnej jednostki chorobowej, psycholodzy nie mają wątpliwości: jego mechanizm i objawy niemal bliźniaczo przypominają inne uzależnienia, np. chorobę alkoholową.
“Tak, jak w przypadku alkoholizmu, na takiej samej zasadzie pracoholicy uciekają od trudnych emocji w pracę, przy czym nie jest to tak negatywnie postrzegane. Pracoholizm jest takim rodzajem uzależnienia, któremu wręcz często się kibicuje. Teraz być może więcej mówi się o tym, że to nie jest dobre, ale kiedyś taka osoba była nagradzana. Wciąż tak jest, w postaci chociażby lepszych zasobów finansowych” – zauważa psycholożka, psychoterapeutka oraz prezeska Fundacji “Po Skrzydła” Żaneta Rachwaniec, ekspertka Uniwersytetu SWPS.
Utrata kontroli, kontynuowanie pracy mimo problemów zdrowotnych czy natrętny niepokój podczas dni wolnych – to główne sygnały ostrzegawcze.
Prosta droga do kryzysu
Dotychczasowe teorie skupiały się na predyspozycjach psychicznych danego pracownika. Dziś akcent przesuwa się w stronę odpowiedzialności pracodawców. Postawa przełożonych tworzy bowiem niepisany standard zachowań w przedsiębiorstwie.
“Jeżeli przełożony sam dużo pracuje, także w czasie wolnym, narusza granice pracowników, wysyłając im w swoim czasie wolnym maile czy dzwoniąc do nich, to w takiej organizacji pracownicy też będą mogli łatwiej w ten pracoholizm popadać” – wyjaśnia Żaneta Rachwaniec.
Równocześnie ekspertka wskazuje na czynnik chroniący: “Natomiast jeżeli organizacja jest taka, że kiedy pracujemy, to pracujemy, ale mamy też swoje życie prywatne, to jest to dla tych pracowników bardziej chroniące”.
Pierwszym alarmującym symptomem jest wykonywanie obowiązków służbowych wtedy, gdy nie ma już takiej potrzeby. Kluczem do zachowania higieny psychicznej staje się stawianie wyraźnych granic – np. fizyczne wyłączanie telefonu służbowego po godzinach.
“Myślę, że kluczowe jest to, żebyśmy, wychodząc z pracy, jednak wyłączali telefon, podczas urlopu np. wyłączali, jeżeli mamy w prywatnym telefonie służbową pocztę albo jakiekolwiek służbowe komunikatory. Każda taka wiadomość jest bodźcem, który będzie powodował pewne rozchwianie” – przestrzega ekspertka SWPS.
Młodzi stawiają granice, ale dopada ich nowa presja?
W podejściu do równowagi między życiem prywatnym a zawodowym wyraźnie zarysowuje się konflikt pokoleniowy. Młodsi pracownicy częściej wyżej cenią swobodę i czas wolny niż sam prestiż czy awans.
“Oni często bardziej sobie cenią to, że mają jakąś swobodę, że pracują mniej, mogą sobie gdzieś pojechać niż same zarobki, tytuły, czy prestiż, który się z tą pracą wiąże” – zaznacza psycholożka.
Z drugiej strony młode pokolenie mierzy się z nowym zagrożeniem – presją mediów społecznościowych. Współczesny dyktat sukcesu sprawia, że nawet odpoczynek próbuje się przekształcić w kolejną “produktywną” aktywność.
Polska w czołówce unijnych rekordzistów
Kwestia pracoholizmu nabiera szczególnego znaczenia na polskim rynku. Według danych Eurostatu za 2025 rok, średni tygodniowy czas pracy w Unii Europejskiej wyniósł 35,9 godziny (spadek z 36,9 h w 2015 roku).
Polska na tym tle wypada wyjątkowo alarmująco, plasując się w czołówce najdłużej pracujących państw wspólnoty:
- Grecja – 39,6 godziny tygodniowo,
- Polska i Bułgaria – po 38,7 godziny,
- Litwa – 38,4 godziny,
- Holandia (najkrótszy tydzień pracy) – zaledwie 31,9 godziny.
Problem nakładających się nadgodzin i braku kultury odpoczynku staje się więc w Polsce nie tylko wyzwaniem indywidualnym, ale i wyzwaniem dla całego sektora biznesowego.

