
Konfederacja Lewiatan: to koniec „zatrudniania na zapas”. Krok ku dojrzałości?
Wzrost bezrobocia w styczniu 2026 roku do poziomu 6 proc. to nie tylko efekt mroźnej zimy czy problemów z finansowaniem urzędów pracy. Zdaniem Konfederacji Lewiatan, jesteśmy świadkami głębokiej zmiany strategii polskiego biznesu. Firmy przestały walczyć o każdego pracownika, a zaczęły walczyć o każdą jednostkę wydajności, tnąc najmniej produktywne stanowiska.

Dane Głównego Urzędu Statystycznego za styczeń br. potwierdzają, że liczba bezrobotnych wzrosła do 934,1 tys. osób. Choć styczeń tradycyjnie jest najtrudniejszym miesiącem dla statystyk zatrudnienia, Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan, zwraca uwagę na nowe, strukturalne zjawiska, które wykraczają poza zwykłą sezonowość.
Kumulacja czynników
Styczniowy odczyt ma być efektem “perfekcyjnej burzy” – kilku niekorzystnych zjawisk, które nałożyły się na siebie w tym samym czasie.
- Zatory budżetowe: Urzędy pracy borykały się z przejściowymi problemami w finansowaniu programów aktywizacyjnych z Funduszu Pracy, co zablokowało dopływ ofert subsydiowanych.
- Efekt “zamrożenia”: Wyjątkowo niskie temperatury zatrzymały branżę budowlaną oraz roboty publiczne, co jest typowe dla tego okresu, ale w tym roku uderzyło ze zdwojoną siłą.
- Nowe regulacje: Styczeń był pierwszym miesiącem obowiązywania nowych przepisów, co skłoniło wielu przedsiębiorców do rewizji swoich planów kadrowych.
Rynek pracy w kleszczach. Polacy spokojni mimo rekordowej stopy bezrobocia? Sprawdź!
Optymalizacja zamiast ekspansji
Najważniejszym wnioskiem z analizy Lewiatana jest jednak zmiana mentalności pracodawców. Niska liczba nowych ofert komercyjnych to jasny sygnał: polskie firmy definitywnie wcisnęły hamulec w procesach rekrutacyjnych.
“Polski biznes, wciąż operujący w cieniu przedłużającej się stagnacji u naszych zachodnich partnerów, wszedł w tryb większej optymalizacji kosztów. Przedsiębiorstwa redukują najmniej produktywne stanowiska i ograniczają zatrudnianie nowych pracowników” – zauważa Mariusz Zielonka.
Zamiast prostej walki o “ręce do pracy”, firmy skupiają się teraz na efektywności kapitału. Oznacza to, że stanowiska, które nie generują wyraźnej wartości dodanej lub mogą zostać zastąpione przez technologię, są w pierwszej kolejności likwidowane.
Trudny krok ku dojrzałości gospodarczej
Choć wzrost bezrobocia rzadko bywa powodem do optymizmu, eksperci Lewiatana dostrzegają w tym procesie racjonalne dostosowanie makroekonomiczne.
Rozluźnienie na rynku pracy może paradoksalnie pomóc w walce z uporczywą inflacją, studząc presję na wzrost płac, która do tej pory była napędzana brakiem rąk do pracy.
Wynagrodzenie w górę, zatrudnienie w dół. Co na to ekonomiści?
Kluczowe trendy w nowej fazie wzrostu:
- odwrót od taniej siły roboczej – model wzrostu oparty na niskich kosztach pracy ostatecznie się wyczerpał,
- inwestycje w automatyzację – miejsce zredukowanych etatów zajmują realne inwestycje w wydajność i nowe technologie.
- twardy fundament PKB – gospodarka oparta na wysokiej produktywności będzie znacznie bardziej odporna na zawirowania w “starej Unii” (szczególnie w Niemczech).
Według Mariusza Zielonki, obecne zmiany to “trudny, ale niezbędny krok w stronę strukturalnej dojrzałości”. Koniec ery sztucznie przegrzanego rynku pracownika oznacza, że w 2026 roku kluczem do sukcesu na rynku pracy nie będzie już sama chęć do podjęcia zajęcia, ale realne kompetencje i zdolność do obsługi nowoczesnych narzędzi zwiększających wydajność.

