Portal dla tych,
którzy chcą dotrzeć na sam szczyt

Budżet państwa alarmuje? “Nowelizacji nie będzie”

Minister Finansów Andrzej Domański wielokrotnie powtarza, że nowelizacja budżetu w 2025 r. nie jest konieczna. Jednocześnie ekonomiści biją na alarm, że ostatni moment na działanie jest właśnie teraz. Co się dzieje z długiem publicznym i dlaczego temat dotyczy nas wszystkich?

Źródło: Andrzej Domański - Gov.pl

W tym roku nowelizacji budżetu nie będzie – powiedział w Krakowie minister finansów i gospodarki Andrzej Domański. Po październiku deficyt budżetu państwa wyniósł prawie 227,1 mld zł.

– Nie ma potrzeby nowelizacji budżetu w 2025 roku, mówiłem już o tym kilkukrotnie i mogę tylko podtrzymać, że w tym roku nowelizacji budżetu nie będzie – powiedział minister finansów i gospodarki Andrzej Domański.

Po październiku br. – jak wynika z danych Ministerstwa Finansów – deficyt budżetu wyniósł prawie 227,1 mld zł, a na koniec września deficyt wynosił ponad 201,4 mld zł. Z danych MF wynika, że dochody budżetu wyniosły prawie 471,67 mld zł, co stanowi 74,5 proc. kwoty zaplanowanej na cały rok. Natomiast wydatki budżetu wyniosły 698,76 mld zł, czyli 75,8 proc. kwoty zapisanej w ustawie budżetowej. 

Minister przyznał także, że tegoroczne dochody budżetu państwa są niższe niż przewidywano, czego przyczyną jest niższa inflacja. Ogólna narracja szefa Ministerstwa Finansów jest taka sama jak kilka tygodni wcześniej, kiedy mówił: “nie widzę w tej chwili potrzeby nowelizacji tegorocznego budżetu”.

NFZ na krawędzi? “Znaczący wzrost finansowania nie wystarczy”, dowiedz się więcej.

Polska gospodarka jest odporna na kryzysy?

Polska gospodarka jest odporna na światowe kryzysy, zarówno związane z wojną celną, jak i w Ukrainie – ocenił minister finansów i gospodarki Andrzej Domański. Wskazał, że Polska ma obecnie najwyższy wzrost gospodarczy w całej UE, a dane płynące z gospodarki pozwalają z optymizmem patrzeć na 2026 r.

Szef resortu finansów i gospodarki był gościem Konferencji Open Eyes Economy w Krakowie. W swoim wystąpieniu podkreślił, że polska gospodarka jest zdywersyfikowana, ma wiele “silników wzrostu”, ale bez jednego wiodącego sektora, co jest zaletą.

Dane ekonomiczne, w tym wzrost gospodarczy w trzecim kwartale na poziomie 3,7 proc. – wskazał Domański – pokazują, że polska gospodarka “radzi sobie bardzo dobrze”.

– Jestem optymistą, jeśli chodzi o rok 2026. Jeśli do tego jeszcze włączy się silnik gospodarczy w postaci strefy euro, jeżeli Niemcy w końcu zaczną wydawać więcej, zaczną inwestować w swoją gospodarkę, to dla naszego wzrostu będzie to z całą pewnością dobra informacja – zaznaczył szef resortu finansów.

W jego opinii sytuacja gospodarcza w Europie stopniowo się poprawia.

Według niego trwająca wojna w Ukrainie ma “relatywnie nieduży” wpływ na krajową gospodarkę, bo dzięki konsekwentnym działaniom od wielu lat nasz kraj uniezależnił się od importu rosyjskiego gazu i ropy.

– Oczywiście widzimy pewien wpływ tego, co dzieje się w Ukrainie, na bezpośrednie inwestycje w Polsce, ale z całą pewnością Polska będzie potężnym beneficjentem sytuacji, w której zostanie osiągnięty w końcu sprawiedliwy pokój w Ukrainie – zaznaczył Domański.

W jego opinii polska gospodarka jest także odporna na wojnę celną. – Globalne napięcia handlowe z całą pewnością rosną. Białe rękawiczki zostały zrzucone i ta polityka handlowa ma coraz bardziej brutalny charakter w ostatnich miesiącach – zaznaczył.

Minister finansów podkreślił, że cła szkodzą światowej gospodarce, ale przede wszystkim tej gospodarce, która te cła podnosi.

Wydatki na obronność napędzają gospodarkę?

Domański, powołując się na dane Komisji Europejskiej, wskazał, że w tym i następnym roku Polska będzie najszybciej rosnącą gospodarką w UE. – Ten nasz wzrost budzi szacunek. Państwa się zastanawiają, dlaczego Polska w otoczeniu bardzo niskiej dynamiki wzrostu PKB w strefie euro radzi sobie tak dobrze – zaznaczył.

Szef resortu finansów pytany o wydatki na obronność wskazał, że Polska jest liderem pod tym względem w UE z wydatkami w budżecie na poziomie 200 mld zł. Zaznaczył przy tym, że powinny one również być “motorem napędowym gospodarki”. Opowiedział się za tym, aby inne państwa unijne podobnie poważnie traktowały wydatki na obronność.

Jak zaznaczył, “geografii nie zmienimy i zagrożenie ze strony Rosji, nawet po uzyskaniu pokoju, pozostanie, dlatego Polska musi mieć silny i zdywersyfikowany przemysł obronny”. 

Dług publiczny rośnie w zatrważającym tempie?

Czy spokój szefa Ministerstwa Finansów jest uzasadniony? Jeszcze we wrześniu deficyt budżetu państwa wynosił 201,4 mld zł. W październiku urósł do 227,1 mld, czyli wzrósł o 26,7 mld. Roczny plan na 2025 zakłada 288,8 mld zł, czyli na ostatnie dwa miesiące został “zapas” 61,7 mld. Czy to wystarczy? Przekonamy się w styczniu 2026 r.

Jeszcze w 2023 r. ujemne saldo budżetu państwa wynosiło 85,6 mld zł. W ciągu roku urosło do 211 mld zł. Warto przy tym zaznaczyć, że w okresie od stycznia do października 2024 r. dług wynosił 129,8 mld zł. A na koniec roku wybił do 211 mld zł. Skoro taka sytuacja miała miejsce rok temu, możliwa jest jej powtórka w 2025 r.

Oznaczałoby to, że choć w październiku 2025 sytuacja wydaje się być stabilna, końcówka roku wciąż może nas zaskoczyć. A ostatni moment na wprowadzenie zmian w celu uniknięcia niemiłej niespodzianki jest właśnie teraz.

Niepokojąca jest też kwota obsługi długu publicznego, która w październiku wyniosła już 59,7 mld zł. Mamy drugie najwyższe koszty w tym obszarze w UE, przed nami są tylko Węgrzy. Prognozowana obsługa długu na koniec 2025 r. ma wynieść 75,5 mld zł, w 2026 już 90 mld. Według dalszych prognoz koszt obsługi w 2029 roku będzie stanowić 2,64-2,68% PKB (130 mld zł), czyli prawie dwa razy tyle, co w 2023.

Na tle krajów Unii Europejskiej mamy drugi największy deficyt budżetowy (-6,6 proc. PKB) w Unii Europejskiej, gorzej jest tylko w Rumunii. Według prognoz dług sektora finansów publicznych w relacji do PKB w ujęciu krajowym już w 2027 r. może przekroczyć pierwszy próg ostrożnościowy 55 proc. i sięgnąć 59,5 proc. PKB.

W ujęciu ESA relacja długu publicznego do PKB ma przekroczyć 60 proc. już w 2026 r. i osiągnąć 65,4 proc., a do końca 2029 r. nawet 75 proc. Tempo wzrostu zadłużenia jest zatrważające, o czym od jakiegoś czasu biją na alarm ekonomiści.

Moment na zmiany jest teraz?

Jeszcze dzień przed wypowiedzią Andrzeja Domańskiego na tej samej konferencji odbyła się dyskusja, gdzie uczestnicy zgodnie stwierdzili, że stan finansów jest “ciężki” i krytyczny”.

W dyskusji podważono popularne przekonanie, że za obecny deficyt odpowiadają głównie zwiększone wydatki na obronność, a uszczelnienie VAT-u miałoby być wystarczającym rozwiązaniem problemu. Eksperci zgodnie stwierdzili, że to za mało, aby “znacząco poprawić stan finansów państwa” i że Polska “nie wyrośnie z długu” bez radykalnych działań.

Ludwik Kotecki podkreślił, że natura kryzysów finansów publicznych jest podstępna: “ich kryzys następuje po latach zaniedbań, a potem dosyć gwałtownie, bardzo mocno przyspiesza i w pewnym momencie może być za późno, dlatego jak najszybciej powinniśmy się za to zabrać”.

Wcześniej pisaliśmy na 26.piętrze, że w opinii Rady Polityki Pieniężnej kluczowe jest pilne ograniczenie deficytu sektora finansów publicznych oraz poprawa przejrzystości wydatków, zwłaszcza w obszarze ochrony zdrowia i finansów pozabudżetowych. RPP sugeruje działania hamujące narastanie długu, które pozwolą utrzymać stabilność finansów publicznych i przywrócą większą swobodę polityce pieniężnej.

O alarmującej sytuacji finansów publicznych wypowiadają się ekonomiści. Sławomir Dudek w swojej publikacji zwraca uwagę na “fenomen: “szwedzkie wydatki” w Polsce, 50% PKB, i jednocześnie
niskie zadowolenie z usług publicznych i niskie zaufanie do państwa”.

Dr Sławomir Dudek zobrazował też skalę problemu, ile potrzebujemy pieniędzy, a na ile realnie łatamy dziurę.

Źródło: Sławomir Dudek w pracy “Szwedzkie wydatki, niskie irlandzkie podatki,
silna armia – czy stać nas na wszystko naraz?”.

O problemie niskich podatków mówił też inny ekonomista, Michał Hetmański w opinii dla Money. “Okazało się, że nie da się tak łatwo podnieść finansowania na ochronę zdrowia czy edukację, finansować zbrojeń i transformacji energetycznej bez podnoszenia podatków. Ten problem będzie dotyczył tego i każdego kolejnego rządu. Zróbmy coś z tym, bo tak dłużej się nie da” – apeluje Hetmański.

Podobnego zdania jest Mateusz Urban. “Najistotniejszym powodem do obawy jest jednak rażący brak woli politycznej do choć częściowego zrównoważenia rekordowo wysokich wydatków państwa (łącznie z transferami będą one na poziomie ok. 51 proc. PKB w tym i w przyszłym roku) wyższymi dochodami” mówi w opinii dla Money.

Takich komunikatów jest więcej, jednak prezydent Karol Nawrocki wierzy, że niskie podatki to droga do gospodarczego sukcesu Polski. Liczby mówią, co innego. Przy obecnych wydatkach państwa wpływy do budżetu są za niskie. Jednocześnie podatki w Polsce są niższe od unijnej średniej.

Alternatywą dla wyższych podatków jest likwidacja przywilejów podatkowych i składkowych. Jednak Polacy nie są chętni ani tej wersji, ani pierwszej. Problem może tkwić gdzie indziej. Politycy od dawna unikają takich decyzji, bo nie chcą narazić się społeczeństwu. W końcu od tego zależy, czy utrzymają się przy władzy. Stąd chętniej milczą w kwestiach niewygodnych i więcej mówią o sukcesach.

Z kolei społeczeństwo często nie rozumie, że dług publiczny może być przydatny w konkretnych sytuacjach przy niespodziewanych wydarzeniach (tymczasowych wydatkach), tak jak w przypadku pandemii pomógł rozłożyć obciążenia finansowe w czasie. Jednak zawsze nastąpi moment spłaty, a odpowiedzialność będzie zbiorowa.

Nie da się jednocześnie mieć ciastko i zjeść ciastko, chyba że wyda się więcej i jedno odłoży na później. Z drugiej strony część ekonomistów jest przeciwko podnoszeniu podatków. Opinie są różne, jednak w jednym zgadzają się wszyscy teraz jest najlepszy czas na zmniejszenie zadłużenia, co leży w rękach rządu.

Liczba ofert pracy wciąż spada. Lepiej nie będzie? Sprawdź!

Gospodarcza potęga, której nie czuć w portfelach?

Jeśli chodzi o powtarzaną w kółko przez rząd informację o tym, że jesteśmy 20. światową potęgą gospodarczą, w przeliczeniu parytetu siły nabywczej na mieszkańca zajmujemy już 41. pozycję. O tym jednak nie mówi się głośno.

Na co dzień przeciętny Polak bardziej odczuwa to, ile może kupić za swoje pieniądze niż to, że żyje w 20. gospodarce świata. Rząd jednak o tym nie pamięta i jak mantrę powtarza narrację sukcesu.

“Chcę zapytać, jak to jest, że w tej 20. gospodarce na świecie młodym ludziom takim jak my nie starcza do pierwszego, że musimy zapłacić kredyty na mieszkania, które kupujemy na 30 lat, że płacimy za wynajem ponad połowę naszej pensji. Ta 20. gospodarka jest jeszcze gdzieś bardzo daleko od ludzi” – pytała cytowana przez Money uczestniczka październikowego spotkania z Donaldem Tuskiem w Piotrkowie Trybunalskim. 

“Być może jest blisko tych, z którymi pan bardzo dużo rozmawia, czyli z tymi bogatymi. Może pan Brzoska 12345 widzi, że jesteśmy 20. gospodarką świata. Ale my, studenci, młodzi dorośli, nie widzimy tej 20. gospodarki. Mam 30 lat i minimalne szanse na własne mieszkanie” – dodała młoda kobieta.

Warto też wspomnieć o wysokim bezrobociu młodych osób w Polsce. Jak podaje GUS, co czwarta osoba wśród bezrobotnych zarejestrowanych we wrześniu 2025 r. była przed 30 rokiem życia. Dodatkowo według danych Krajowego Rejestru Długu rośnie liczba młodych multidłużników. Wzrosło też średnie zadłużenie osób poniżej 35. roku życia – z 16,3 tys. zł do 24,4 tys. zł.

Autorzy raportu zwrócili uwagę, że w 2022 roku osoby w wieku 18–25 lat stanowiły zaledwie 0,7 proc. multidłużników, a w 2025 roku już 4,6 proc. To sześciokrotny wzrost. Grupa 26–35 lat powiększyła się z 17,5 proc. do niemal 25 proc. 

Na koniec września w bazach BIG InfoMonitor i BIK figurowało 2,45 mln konsumentów mających problemy ze spłatą zobowiązań. Dane wskazują na duże zróżnicowanie problemów i narastającą skalę wpadania w spiralę zadłużenia. Eksperci BIG InfoMonitor oceniają, że skumulowany charakter tych zadłużeń wskazuje na głęboko zakorzeniony kryzys finansowy, który dotyka wiele gospodarstw domowych.

Wcześniej pisaliśmy na 26.piętrze, że w ciągu ostatniego półrocza aż 32 procent Polaków musiało sięgnąć do zgromadzonych rezerw. Nie były to wydatki na remont czy nowy samochód, ale na pokrycie rosnących kosztów utrzymania. Jednocześnie od kilku miesięcy rośnie bezrobocie w Polsce, maleje liczba nowych ofert pracy i trwa fala grupowych zwolnień.

“Dane, w których niemal co trzeci Polak zmuszony jest konsumować swoje oszczędności na podstawowe produkty, jak żywność czy opłaty za media, świadczą o głębokiej erozji siły nabywczej i ciągłej walce o płynność finansową” – wskazuje analityk Waldemar Rogowski.

Ile chcą zarabiać Polacy? Realne pensje wciąż znacznie niższe, dowiedz się więcej.

Może chociaż przedsiębiorcy odczuwają gospodarczą potęgę Polski? Niestety i tutaj sprawa nie wygląda tak kolorowo. Presja płacowa, wysokie wydatki za energię i koszty surowców, zatory płatnicze i rosnąca luka popytowa nie napawają ich optymizmem.

Coraz gorzej prezentuje się też sytuacja sektora MŚP. Z badań wynika, że ponad 60 proc. polskich firm doświadcza opóźnień w płatnościach od swoich kontrahentów. Sytuacja jest na tyle poważna, że, jak ujawnia raport European Payment Report 2025, niemal 30 proc. kierownictwa małych i średnich firm obawia się, że jeśli sytuacja się nie poprawi, w ciągu dwóch lat mogą zniknąć z rynku.

Problem zaogniają stale rosnące koszty prowadzenia działalności, które dla małych firm mogą być dużym wyzwaniem.

Jak można zauważyć prognozy długu publicznego są alarmujące, a gospodarcza potęga Polski nie jest odczuwana przez przeciętnego Kowalskiego. Jeśli chcemy dalej utrzymywać tempo rozwoju gospodarczego potrzebujemy realnie silnej gospodarki, w której biznes może bezpiecznie rozwijać się, a społeczeństwo żyć godnie i mieć za co napędzać gospodarkę.

Od tego jak poradzimy sobie z finansami publicznymi zależy czy zagraniczni inwestorzy dalej będą zainteresowani Polską. A to jest w interesie nas wszystkich. Tak samo jak wyjście z długów powinno być już w interesie wszystkich polityków, bez względu na partię. Problem nie jest już chwilowy, a jawi się jako długoterminowy, którego konsekwencje mogą dotknąć wszystkich.

Źródła: PAP, Obserwator Gospodarczy, Business Insider, Money

Zobacz też