
Polacy ratują niemieckie firmy przed upadkiem? Jak zagraniczne inwestycje napędzają biznes
Polskie firmy inwestują w Niemczech, często ratując znad przepaści tamte biznesy. Coraz chętniej spoglądają też za ocean. Bezpośrednie inwestycje na Zachodzie opłacają się i otwierają wiele drzwi – pisze „Puls Biznesu”. Jakie konkretnie korzyści dają zagraniczne inwestycje?

Pesa przejęła fabrykę tramwajów Heiterblick w Lipsku, ratując ją znad przepaści. MDD, producent mebli, kupił firmę Ceka w Hesji, która ogłosiła niewypłacalność. Colian połączył siły ze spółką Gubor, producentem czekoladowych zajączków i mikołajów, która też borykała się z problemami – wylicza „PB”.
Maciej Srebro, dyrektor wsparcia eksportu w Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH), przyznaje, że Niemcy są dzisiaj jednym z najbardziej perspektywicznych kierunków dla polskich firm.
„Inwestycje oznaczają dla polskich firm nie tylko dostęp do niemieckiego rynku, ale także do sieci dystrybucji, klientów i rozpoznawalnych marek. Takie przejęcia pozwalają znacznie szybciej budować międzynarodową pozycję niż rozpoczynanie działalności od zera” – powiedział gazecie.
Stany Zjednoczone to dla firm złoty strzał
Kolejny kierunek, na który coraz częściej spoglądają polskie firmy, to Stany Zjednoczone. Przedsiębiorcy najczęściej interesują się Wschodnim Wybrzeżem, coraz większą uwagę przyciąga również Teksas.
USA udało się podbić m.in. Elemental Holdingowi, polskiej grupie działającej w obszarze recyklingu metali i odzysku surowców, która w USA kupiła aż pięć podmiotów.
„To wciąż największy i bardzo perspektywiczny rynek na świecie oferujący atrakcyjne możliwości rozwoju oraz liczne zachęty inwestycyjne przygotowywane przez poszczególne stany. Dla wielu polskich firm obecność w USA oznacza nie tylko dostęp do klientów, ale także możliwość dynamicznego wzrostu wartości firmy” – mówi „PB” Maciej Srebro.
Państwa rygorystycznie podchodzą do zagranicznych inwestycji
Wcześniej pisaliśmy na 26.piętrze, że czas, w którym globalny przepływ kapitału odbywał się bez żadnych pytań o intencje inwestorów, bezpowrotnie mija. Bezpieczeństwo narodowe stało się jednym z kluczowych kryteriów przy ocenie bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Jak wynika z analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE), rządy na całym świecie masowo wdrażają procedury tak zwanego screeningu, czyli szczegółowego prześwietlania zagranicznych transakcji pod kątem potencjalnych zagrożeń.
Jeszcze dziewięć lat temu, w 2016 roku, specjalne mechanizmy kontroli inwestycji funkcjonowały w zaledwie 21 państwach. Do 2025 roku liczba ta wzrosła ponaddwukrotnie – dziś bezpieczeństwo transakcji bada już 52 gospodarki. To dobitny dowód na to, że rządy przestały patrzeć na zagraniczny kapitał wyłącznie przez pryzmat korzyści ekonomicznych, a zaczęły dostrzegać związane z nim ryzyka geopolityczne.
O sile tego trendu najlepiej świadczy fakt, że w samym 2025 roku nowe regulacje dotyczące screeningu stanowiły niemal 40 procent wszystkich wprowadzonych na świecie obostrzeń uderzających w zagranicznych inwestorów. Co znamienne, za wszystkie te zaostrzenia odpowiadały wyłącznie gospodarki rozwinięte.

