Portal dla tych,
którzy chcą dotrzeć na sam szczyt

Przemysł wciąż bez wyraźnego impulsu? Wzrost wskaźnika PMI to zasługa chaosu

Najnowsze dane z polskiego sektora produkcyjnego przynoszą umiarkowane powody do zadowolenia, choć eksperci ostrzegają przed przedwczesnym odtrąbieniem sukcesu. Główny wskaźnik menedżerów logistyki PMI wzrósł w maju do poziomu 49,4 punktu z kwietniowego odczytu wynoszącego 48,8 punktu.

Zdjęcie linii produkcyjnej.
Źródło: Freepik

Wynik ten okazał się lepszy od wcześniejszych oczekiwań rynkowych i stanowi najwyższy odczyt od trzynastu miesięcy. Mimo to, sytuacja w przemyśle wciąż nie napawa optymizmem, a polska gospodarka wydaje się uwięziona w fazie słabego wzrostu przy jednoczesnym mierzeniu się z podwyższoną inflacją kosztową.

Bezpiecznik z programu SAFE i spadek nowych zamówień

Główny ekonomista Konfederacji Lewiatan Mariusz Zielonka zwraca uwagę, że za majowym odbiciem indeksu stoi przede wszystkim subindeks produkcji. Sygnalizował on wzrost już po raz drugi w ciągu ostatnich trzech miesięcy, a tempo tego zjawiska było nieco szybsze niż w marcu.

Przedsiębiorstwa po raz pierwszy od czterech miesięcy zdecydowały się także na zwiększenie zakupów surowców. Zdaniem eksperta, ta chwilowa poprawa to w dużej mierze zasługa napływu zamówień i przygotowań do ich realizacji w oparciu o finansowanie z unijnego programu SAFE.

Gdyby jednak odliczyć ten przejściowy mechanizm stymulacyjny, ogólny obraz polskiego przemysłu staje się mocno niewyraźny. Największym problemem pozostaje popyt. Nowe zamówienia spadają bowiem już czternasty miesiąc z rzędu.

Klienci polskich fabryk masowo wstrzymują się z nowymi zakupami, co wynika bezpośrednio z posiadania przez nich wysokich zapasów własnych oraz narastającej niepewności geopolitycznej na świecie. Z kolei zamówienia eksportowe utknęły w martwym punkcie – choć prawie nie spadają, to nie wykazują też żadnych tendencji wzrostowych.

Rynkowa niespodzianka. Inflacja ostro w dół wbrew czarnym scenariuszom ekonomistów

Paradoks metodologii

Kluczem do właściwego zrozumienia majowej publikacji PMI jest subindeks czasu dostaw, który wydłużył się w stopniu nienotowanym od czerwca 2022 roku. Nie jest to jednak efekt boomu gospodarczego, lecz bezpośrednie następstwo blokady cieśniny Ormuz i wynikających z niej poważnych zakłóceń w globalnych łańcuchach dostaw. Konsekwencją tych wydarzeń są skokowe wzrosty cen frachtu morskiego oraz transportu cargo.

W tym miejscu ujawnia się specyficzny paradoks metodologii liczenia wskaźnika PMI. Każde wydłużenie czasu dostaw jest automatycznie kalkulowane na korzyść głównego indeksu, ponieważ w standardowych warunkach rynkowych oznacza to zazwyczaj sygnał większej aktywności handlowej i operacyjnej.

Ponad 100 milionów zamrożonych w fakturach. Długi branży reklamowej rosną

W obecnych realiach część wzrostu PMI nie jest więc odzwierciedleniem realnej poprawy koniunktury, lecz po prostu obrazem chaosu logistycznego, z jakim muszą mierzyć się firmy.

Brak impulsu popytowego hamuje ożywienie

Aktualna sytuacja potwierdza, że polski przemysł nie wszedł jeszcze na ścieżkę trwałego ożywienia. W gospodarce nie widać co prawda ryzyka powstania niebezpiecznej spirali inflacyjnej, ale brakuje również wyraźnego, pozytywnego impulsu po stronie popytu konsumpcyjnego i inwestycyjnego.

Dalszy rozwój wypadków zależy od czynników globalnych. Jeśli zakłócenia w łańcuchach dostaw zaczną sukcesywnie ustępować, a wysokie zapasy u klientów powrócą do normalnego poziomu, wskaźnik PMI powinien w kolejnych miesiącach wreszcie przekroczyć umowną barierę 50 punktów, oddzielającą recesję od rozwoju. Ekonomista Konfederacji Lewiatan zaznacza jednak, że taki optymistyczny scenariusz wciąż pozostaje obarczony dużym ryzykiem i nie można go traktować jako pewnik.

Zobacz też