Portal dla tych,
którzy chcą dotrzeć na sam szczyt

Tradycyjne firmy taxi masowo znikają w Polsce. Nowi gracze rozdają karty na rynku

Transformacja na rynku taksówkarzy dzieje się odkąd w grze pojawiły się platormy takie jak Uber czy Bolt. Platformy te oferują przewozy często o kilkadziesiąt procent tańsze niż standardowe kursy, więc w takiej sytuacji trudno o wygraną dla tradycynej firmy taxi. Ile firm zniknęło z rynku w I półroczu 2026 roku? Co się dzieje z rynkiem? Kto jest większym graczem niż Uber czy Bolt?

Źródło: Magnific

Tylko w I półroczu z rejestrów wykreślono blisko 1,2 tys. firm taxi – informuje piątkowa „Rzeczpospolita”. Kosztem tradycyjnych korporacji w siłę rosną Uber i Bolt. Ale prawdziwym wygranym są pośrednicy zapewniający kierowców dla dużych platform.

Spośród firm taxi wykreślonych z rejestrów, zdecydowana większość to jednoosobowe działalności gospodarcze. Ale znikały też całe korporacje, zamykając biznes lub będąc przejmowanymi przez nową konkurencję, a więc platformy łączące pasażerów i kierowców – pisze gazeta.

AI stała się wygodną wymówką dla zwolnień? Nowe badania nie przewidują załamania rynku pracy, dowiedz się więcej!

7 tysięcy firm zniknęło w 7 lat

„Rz” wskazuje, że zjawisko to trwa od lat. Rynek taksówkowy nad Wisłą przechodzi całkowitą metamorfozę – zawodowych taksówkarzy z jednoosobową działalnością gospodarczą, pracujących dla korporacji, zastępują platformy przewozowe, jak Uber, Bolt czy FreeNow. Potwierdzają to statystyki. Od 2019 r. do dziś z branży zniknęło 7 tys. firm taxi, czyli ok. 13 proc. wszystkich.

Wcześniej pisaliśmy na 26.piętrze, że tendencja spadkowa liczby taksówkarzy widoczna jest od lat. W porównaniu z 2009 rokiem rynek skurczył się aż o 30 proc. Po raz pierwszy w historii liczba taksówkarzy spadła poniżej psychologicznej bariery 50 tys., osiągając poziom 49,7 tys. działalności gospodarczych. To efekt procesów, które pandemia jedynie przyspieszyła — w czasie Covid-19 z rynku znikało rocznie od 1 do 1,5 tys. firm taxi.

Według ekspertów kryzys w branży jest strukturalny i trudno oczekiwać, by w krótkim czasie nastąpiło odwrócenie trendu. Z jednej strony rosnące koszty zniechęcają nowych kierowców do wejścia na rynek, z drugiej – alternatywne formy przewozu osób coraz mocniej wypierają tradycyjne taxi.

Największymi beneficjentami tej rewolucji są jednak pośrednicy zapewniający kierowców dla dużych platform. Takie firmy, jak Natviol, Fobest, Avalon czy Eternis, nie są szeroko znane, ale to one rozdają karty na rynku taksówkowym, zatrudniając pracowników – jak same to określają – w oparciu o model „gig economy”, czyli pracę elastyczną i zlecenia – podkreśla „Rzeczpospolita”. 

Poznaj 10 wad i zalet gig economy!

Czeka nas era dynamicznego rozwoju modelu gig economy?

Wcześniej pisaliśmy na 26.piętrze, że zdaniem ekspertów Personal Service, popularny na Zachodzie model Gig economy, czyli rynku pracy “na żądanie” będzie dynamicznie rozpowszechniał się w Polsce. Według specjalistów praca na etacie może stać się luksusem dedykowanym tam, gdzie długofalowe relacje i wiedza są trudne do zdobycia w modelu projektowym.

“Gig Economy nie jest buntem przeciwko etatowi, lecz odpowiedzią na rosnącą zmienność biznesu. W dobie powszechnego wykorzystania sztucznej inteligencji firmy coraz rzadziej będą potrzebowały określonych kompetencji w trybie 40 godzin tygodniowo przez cały rok” – mówi Krzysztof Inglot, ekspert rynku pracy, założyciel Personnel Service.

“Zamiast tego wzrośnie zapotrzebowanie na intensywną, ale krótszą pracę przy konkretnych projektach, wdrożeniach czy sytuacjach kryzysowych. Coraz częściej organizacje będą też sięgać po ekspertów na dwa lub trzy dni w tygodniu, zamiast zatrudniać ich na pełen etat” – wyjaśnia ekspert.

Zobacz też