Portal dla tych,
którzy chcą dotrzeć na sam szczyt

System ETS pęka? Małe firmy nie stać na opłaty, duże płacą miliardy

Państwa Unii Europejskiej do 2040 roku mają zredukować emisję gazów cieplarnianych do 90% wzlędem 1990 roku. Unijny system handlu emisjami (ETS) ma na celu doprowadzić do neutralności emisyjnej CO2 już w 2050 roku. Wiążę się to z opłatami dla firm i zwiększonymi kosztami operacyjnymi. Już teraz nie wszystkich polskich przedsiębiorców stać na te koszta. A na horyzoncie szykuje się drugi system ETS2 – czego on dotyczy?

Źródło: Freepik

Unijny system handlu emisjami pęka w najsłabszych ogniwach, to głównie małe ciepłownie – pisze “Rzeczpospolita”.

W Polsce już 16 firm nie rozliczyło się z emisji CO2 w ramach unijnego systemu ETS – podała gazeta. Problem mają głównie małe, lokalne ciepłownie. Eksperci ostrzegają, że zjawisko może narastać wraz ze wzrostem kosztów emisji. Te – według analityków CAKE/KOBIZE – mogą się nawet podwoić do 2030 r.

Podatki w Polsce są za niskie? Znamy deklarację ministra, dowiedz się więcej.

System kar jest wadliwy?

“Pierwszym głośnym przypadkiem była EC Zagłębie Dąbrowskie (dawniej EC Będzin), która nie rozliczyła emisji za 2020 r. Główny inspektor ochrony środowiska nałożył na spółkę 248 mln zł kary. Firma nie umorzyła ponad 2,1 mln certyfikatów EUA na ok. 176 mln euro – pisze “Rz”.

“Argumentuje, że brak rozliczenia był niezawiniony i wynikał z regulowanych przez URE taryf, które nie uwzględniały realnych kosztów zakupu uprawnień” – czytamy.

“Rzeczpostpolita” zauważyła że, zdaniem branży system kar jest wadliwy.

“Kara jest sztywna i nie uwzględnia przyczyn ani sytuacji finansowej firmy. Tę samą sankcję dostaje podmiot, który spóźnił się jeden dzień, i ten, który w ogóle nie dokonał rozliczenia” – wskazał cytowany przez gazetę Karol Wenus, prezes Stowarzyszenia Odpowiedzialna Transformacja Energetyczna. 

Giganci świętują, a MŚP tonie. Nadchodzi koniec starego modelu? Sprawdź!

Czym jest system ETS?

Unijny system handlu emisjami (ETS) został wprowadzony w 2005 roku i obejmuje wszystkie kraje Unii Europejskiej, Norwegię, Irlandię Północną, Lichtenstein i Islandię. Ma on na celu ograniczenie emisji gazów cieplarnianych.

W jaki sposób? System działa na zasadzie “cap and trade” (ogranicz i handluj tłum. red.). Unia Europejska ustala roczne limity emisji gazów cieplarnianych dla sektorów takich jak lotnictwo, przemysł, wytwarzanie energii, a od 2024 roku również dla transportu morskiego.

Po przekroczeniu limitu przedsiębiorstwa muszą płacić określoną sumę za uprawnienia. Jak podaje “Business Insider” na pierwszej unijnej aukcji w styczniu 2026 roku uprawnienia do emisji CO2 podrożały i wynosiły 86 euro za tonę.

Firmy mogą handlować też uprawnieniami między sobą lub zachowywać je do późniejszego wykorzystania.

Rzecznik MŚP alarmuje. Kary będą zbyt rygorystyczne i nieproporcjonalne? Sprawdź!

Jakie są cele emisyjne?

“Z raportu Komisji Europejskiej wynika, że pomiędzy 2022 a 2023 rokiem redukcje emisji dokonane za pomocą systemu ETS sięgnęły ok. 16 proc.” – mówi agencji Newseria Robert Jeszke, zastępca dyrektora ds. zarządzania emisjami w Instytucie Ochrony Środowiska – Państwowym Instytucie Badawczym.

Z nowych założeń Komisji Europejskiej wynika, że do 2040 roku państwa UE mają zredukować emisję gazów do 90% względem 1990 roku, w tym 5% to limit rozliczeń inwestycji poza terem unii.

Inne założenie KE mówi o tym, że do 2050 roku mamy osiągnąć neutralność emisyjną dwutlenku węgla. Oznacza to równowagę między emisją CO2 a pochłanianiem jej z atmosfery. Głównymi naturalnymi pochłaniaczami są lasy, gleba i oceany.

“Według szacunków, naturalne pochłaniacze usuwają od 9,5 do 11 gigaton CO2 rocznie. Roczna globalna emisja CO2 osiągnęła poziom 37,8 gigaton w 2021 roku” – czytamy w artykule Parlamentu Europejskiego.

Z jednej strony celem jest zmniejszenie emisji CO2 przez firmy, z drugiej strony potrzebujemy inwestycji w technologie obniżające emisje czy pochłaniające CO2 z atmosfery.

W innym wypadku ETS będzie negatywnie wpływać na rosnące koszty operacyjne przedsiębiorstw, co przełoży się na wyższe ceny energii i ostatecznie wyższe opłaty dla gospodarstw domowych i firm z poza sektorów objętych systemem.

Ekologiczny biznes. Poznaj 15 pomysłów na firmę!

ETS to setki miliardów opłat?

Na ten moment koszty systemu ETS są wysokie, o czym przekonały się nie tylko małe przedsiębiorstwa. Jak podaje “Rzeczpospolita”, Polska Grupa Energetyczna wydała blisko 100 mld zł na zakup uprawnień do emisji CO2 na przestrzeni 15 lat (do 2024 roku). Grupa Orlen w tym czasie wydała 32,7 mld zł, a Enea 33 mld zł.

“W 2024 roku tylko cztery firmy – Orlen, PGE, Enea i Tauron – wydały łącznie blisko 45 mld zł na zakup uprawnień do emisji” – czytamy w “Rz”.

Podczas styczniowej konferencji zorganizowanej przez Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu Piotr Kardaś ze Związku Pracodawców “Polskie Szkło” zaznaczył, że całkowite wycofanie darmowych uprawnień do emisji CO2 w 2039 r. oznacza, że w 2040 r. upadną wszystkie firmy, które się nie zdekarbonizowały.

Kardaś wyjaśnił, że ceny uprawnień do emisji CO2 systematycznie rosną i przekroczyły już wartość 90 euro za tonę CO2. Jak podał w 2030 r. cena uprawnień do emisji CO2 ma osiągnąć 200 euro za tonę, a w 2040 r. może już wynosić od 500 do 750 euro za tonę CO2.

– W związku z tym możemy spodziewać się, że cena energii dla przemysłu w 2030 r. i w latach następnych może wynieść za 1 MWh 200 euro. Przy takiej cenie energii nie będziemy w stanie się skutecznie się zdekarbonizować – wskazał.

Ekspertka Elżbieta Rozmus podkreśliła, że UE ma średnio o ok. 50 proc. wyższe ceny energii niż USA czy Chiny. Jednocześnie zwróciła uwagę, że w Polsce ceny energii są najwyższe w Unii Europejskiej, co jest związane z wysoką emisyjnością jej produkcji.

– Dzisiaj przedsiębiorstwo w Polsce, które chce kupić energię na rynku terminowym np. na rok 2027 musi zapłacić za nią około 450 zł za MWh. W tym samym okresie nasz niemiecki sąsiad zapłaci 350 zł za MWh. Dodatkowo jesteśmy narażeni na bardzo duże wahania tych cen – zaznaczyła Rozmus. 

Polski przemysł energochłonny postuluje rewizję systemu EU ETS, pozostawienie darmowych uprawnień do emisji CO2 oraz zwiększenie środków unijnych na dekarbonizację przemysłu.

W Polsce za rejestr uprawnień do emisji CO2 odpowiada Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBiZE). Pieniądze z ETS mają wpływać do budżetów państw i być wykorzystane na odnawialne źródła energii czy technologie bezemisyjne. Takie rozwiązania jednak są bardzo drogie, dlatego nie ma się, co dziwić, że branże apelują o zwiększenie dofinansowań.

“W miarę jak system EU ETS ewoluuje w kierunku realizacji bardziej ambitnych celów polityki klimatycznej, rynek staje w obliczu wyzwań, takich jak niestabilność cen i obawy o konkurencyjność przemysłu. Kwestie te mogą destabilizować rynek, utrudniać wysiłki na rzecz redukcji emisji i zwiększać ryzyko ucieczki emisji, gdy firmy przenoszą się do regionów o mniej rygorystycznych przepisach” – mówi Robert Jaszke.

Sharing economy. 10 wad i zalet ekonomii współdzielenia, dowiedz się więcej.

Na horyzoncie droższe rachunki i paliwo, czyli ETS2?

To nie koniec planowanych zmian, ponieważ od 2028 roku ma być wprowadzony drugi system – ETS2. Zapowiedziano go w 2023 roku. Co oznacza?

Pisaliśmy wcześniej na 26.piętrze, że rozszerzenie systemu handlu emisjami na transport i budynki oznacza wprowadzenie obowiązkowych opłat za emisję CO₂ generowaną przez ogrzewanie gazem, węglem oraz przez paliwa tankowane na stacjach.

Według analityków ING, przy cenie uprawnień wynoszącej 200 zł za tonę CO₂, koszty dla gospodarstw domowych znacząco wzrosną i to już na starcie systemu.

Najsilniej odczują to kierowcy i użytkownicy pieców na paliwa kopalne. Wyższe ceny uprawnień mogą podnieść koszty tankowania oraz ogrzewania, a jeśli przewidywania Bloomberga dotyczące średniej ceny 99 euro za tonę w latach 2027-2030 się sprawdzą, skutki regulacji staną się jeszcze bardziej dotkliwe.

ETS2 wpłynie na domowy budżet. Na stacjach benzynowych będzie drożej? Sprawdź!

Ile ETS2 będzie kosztować polską gospodarkę?

Prognoza na 2030 r. mówi o cenie nawet 200 euro za tonę, co mogłoby oznaczać wieloletni wzrost obciążeń. To mogłoby negatywnie wpłynąć też na inflację i realnie obciążać domowe oraz firmowe budżety, co z kolei uderzyłoby w gospodarkę. Już samo wdrożenie ETS2 szacunkowo ma kosztować rocznie polską gospodarkę między 21,2 – 96,5 mld złotych.

Pierwotnie system ETS2 miał obowiązywać już od 2027 roku, ostatecznie w grudniu termin został przesunięty na 2028 rok. Podczas spotkania europejskich liderów podkreślano potrzebę zmiany unijnej polityki klimatycznej – z uwzględnieniem obecnych realiów, elastyczności i interesu konkurencyjności i gospodarki Europy.

“Świat się zmienił. Europa musi stać się na nowo potęgą przemysłową, bo inaczej przegramy konkurencję z Chinami, przegramy tę wojnę ukraińsko-rosyjską” – mówił Premier Donald Tusk podczas briefingu prasowego po grudniowym spotkaniu Rady Europejskiej.

Unijne systemy klimatyczne ostatecznie najbardziej odczują konsumenci o niskich i średnich dochodach oraz firmy z sektora MŚP. Dla przedsiębiorców małych firm wzrost cen energii i paliw czy brak środków na inwestycje w technologie niskoemisyjne może wiązać się z zamknięciem działalności czy spadkiem konkurencyjności.

Dlatego wprowadzane zmiany potrzebują czasu, przemyślanych strategii i zewnętrznych funduszy. Zbyt silna presja czasowa ze strony Unii Europejskiej czy brak elastyczności zarówno w celach, jak i w kwestii nakładania kar, może zaszkodzić europejskiej gospodarce, a to może spowodować, że zostaniemy daleko w tyle za gospodarkami krajów, które nie mają tak rygorystycznej polityki klimatycznej.

Źródła: PAP, Eco dla biznesu, Money, Business Insider, Magazyn Biomasa, Forsal

Zobacz też